„Królik po berlińsku” znalazł się wśród nominowanych do niemieckiej nagrody Adolf Grimme Prise 2011 w kategorii Informacja & Kultura. Nominacje zostały ogłoszone 26.01.2011 w Instytucie Grimme w Marl.
Adolf Grimme Prise 2011 to prestiżowa niemiecka nagroda telewizyjna przyznawana od 1964 roku. Ma na celu wyróżnienie najważniejszych wydarzeń w niemieckiej telewizji. Twórcy nagradzani są za wykorzystanie specyficznych możliwości mass medium, jakim jest telewizja, w wybitny i niecodzienny sposób.
Laureaci 47. Adolf Grimme Prise zostaną ogłoszeni 01.04.2011.
Więcej: http://www.grimme-institut.de/html/index.php?id=1002
Zapraszamy na spotkanie DOKUMENT KREATYWNY – JAK TO SIĘ ROBI? z twórcami "Królika po berlińsku" we Wrzeniu Świata. Udział wezmą Bartek Konopka - reżyser, Piotr Rosołowski -współautor filmu i operator oraz Anna Wydra - producentka. W planie projekcja filmu, dyskusja na temat kreacji w filmie dokumentalnym oraz prezentacja książki z DVD "Królik po berlińsku"
data: 29.01.2011
godz: 19:15
miejsce: ul. Gałczyńskiego 7
Więcej informacji na stronie Instytutu Reportażu: http://www.instytutr.pl/cmsms/
Nominowany do Oscara® polski dokument KRÓLIK PO BERLINSKU od 8 grudnia br. będzie miał dystrybucję kinową w Stanach Zjednoczonych. Dystrybutorem jest Icarus Films, który specjalizuje się w niezależnym kinie dokumentalnym, wprowadzając do kin w USA i Kanadzie najciekawsze tytuły z całego świata. Premiera „Królika po berlińsku” zaplanowana jest na 8 grudnia w Film Forum w Nowym Jorku. Natomiast dla polskiego widza zostało przygotowane specjalne wydanie filmu w postaci książki z DVD.
Film opowiada historię Muru Berlińskiego z perspektywy królików, które w żyły w nim przez 28 lat. Kiedy pewnego dnia Mur runął, króliki musiały odnaleźć się w nowej sytuacji. Film jest alegorią przybliżającą dzieje Europy Wschodniej z “króliczej" perspektywy.
W Polsce „Królik po berlińsku” miał swoją polską premierę kinową rok temu, a od listopada tego roku jest już dostępny w wydaniu książkowym z dodanym DVD.
Do DVD z filmem zostały dołączone sceny, które nie znalazły się w finalnej wersji „Królika", m.in. królicze love story i o budowie muru z tektury. Książka zawiera historię Muru Berlińskiego spisaną piórem Michała Ogórka oraz portrety bohaterów, wywiady z twórcami i wybór najciekawszych recenzji oscarowych.
Patronat medialny nad wydawnictwem objęli: Gazeta Wyborcza, TVP1, „Trójka” Program 3 Polskiego
Radia, Przekrój, FILM, gazeta.pl, filmweb.pl.
Dłuższe życie dla „Królika po berlińsku” w postaci edycji książki z DVD stało się możliwe dzięki DURACELL - sponsorowi wydawnictwa.
KRÓLIK PO BERLIŃSKU: książka + płyta DVD | Reżyseria: Bartek Konopka | Scenariusz: Bartek Konopka, Piotr Rosołowski |Czas trwania: 39’ | Dźwięk: 5.1 | Format: 16:9 | Napisy: polskie, angielskie| Ilość stron w książce: 40 | Wydawca: Otter Films Anna Wydra | Dystrybucja: Agora | Cena sugerowana: 39,99 PLN |
Więcej informacji:
Najlepszych z najlepszych będziemy wybierać w tegorocznym plebiscycie Złotych Kaczek. I to podwójnie najlepszych: tych z ostatniego sezonu w kinach oraz tych, którzy zdobywali nagrody na 11 największych i najbardziej prestiżowych światowych festiwalach.
Nobliwe, bo już 54-letnie, Złote Kaczki przeżywają od kilku lat swoją drugą młodość. Jest to zasługa rosnącej z roku na rok liczby czytelników "Filmu" i miłośników polskich filmów, którzy oddają swoje głosy w jedynym takim w Polsce plebiscycie. Z roku na rok rośnie też liczba tych, którzy w listopadowy wieczór oglądają transmisję Wielkiej Gali z warszawskiej Sali Kongresowej. W zeszłym roku było ich prawie 2,5 miliona!
Laureatów tegorocznego plebiscytu poznamy już we wtorek 23 listopada podczas finałowej Gali w Sali Kongresowej PKiN. Gala transmitowana będzie na żywo na antenie TVP 1 o godz. 21.30.
Już od dziś nasze wydawnictwo - książka z płytą DVD "Królik po berlińsku" - dostępne w sklepach!
Możecie nas znaleźć w sieci sklepów EMPiK, Media Markt i Saturn, na stronie www.kulturalnysklep.pl oraz pod numerem telefonu 0 801 130 000.
Zapraszamy!
OTTER FILMS ma przyjemność poinformować, że film dokumentalny Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego „Królik po berlińsku” już wkrótce będzie dostępny w postaci książki z dodanym DVD.
Ilość zapytań o DVD z tym dokumentem po nominacjach do nagród Akademii Filmowej ugruntowała jego twórców w przekonaniu, że film powinien być dostępny w tej formie. Nie tylko ze względu na nominację „Królik” jest dziś filmem znanym i dobrze kojarzącym się Polakom, ale przede wszystkim z powodu ukazania historii naszej części Europy z zaskakującej pespektywy – królika… Ten „przyrodniczy dokument o socjalizmie” opowiada o tysiącach dzikich królików, które zamieszkiwały strefę śmierci Muru Berlińskiego. Przez 28 lat żyły tam zamknięte, ale bezpieczne. Kiedy pewnego dnia Mur runął, króliki musiały odnaleźć się w nowej sytuacji.
Sam film, oprócz nominacji do Oscara®, dostał już 17 nagród i został pokazany na ponad 100 festiwalach na całym świecie. Do tej pory około 5 000 000 widzów w ponad 41 krajach na całym świecie zobaczyło „Królika”. Teraz również będzie dostępny dla polskiego widza w postaci książki z dodanym DVD.
Wydawcy zależało na wysokim poziomie zarówno artystycznym jak i merytorycznym wydawnictwa, dlatego ważną jego częścią jest książka, pomyślana jako uzupełnienie filmu i wzbogacona o nowe materiały, wcześniej nigdzie nie publikowane.
Atrakcją dla tych, którzy nie lubią podręcznikowych wykładów historii, będzie podana w przystępnej formie historia Muru Berlińskiego opowiedziana piórem Michała Ogórka. Przedstawione też będą portrety bohaterów filmu, których życie przecięło się z historią muru. Ponadto, w części książkowej znajdzie się wybór najciekawszych recenzji oscarowych oraz wywiad z twórcami: Bartkiem Konopką, Piotrem Rosołowskim i Anną Wydrą. O swojej pracy nad „Królikiem” opowiedzą również montażysta Mateusz Romaszkan i kompozytor Maciej Cieślak. A ponieważ Królik i jego twórcy krytyki się nie boją, na końcu książki zawarta jest rozmowa krytyczna. O filmie w kontekście nowego kina historycznego rozmawiają członkowie think tanku RESTART - Joanna Ostrowska, Błażej Hrapkowicz oraz Jakub Majmurek.
Na DVD, oprócz filmu, znajdzie się zwiastun oraz sceny, które nie znalazły się w finalnej wersji „Królika", m.in. królicze love story i o budowie muru z tektury.
Wydawnictwo pojawi się na rynku 9 listopada z uwagi na rocznicę upadku Muru Berlińskiego. Wydawcą jest debiutująca w tym zakresie firma OTTER FILMS Anny Wydry, producentki Królika. Dystrybutorem jest AGORA.
Patronat medialny nad wydawnictwem objęli: Gazeta Wyborcza, TVP1, „Trójka” Program 3 Polskiego Radia, Przekrój, FILM, gazeta.pl, filmweb.pl
Dłuższe życie dla „Królika po berlińsku” w postaci edycji książki z DVD stało się możliwe dzięki DURACELL – sponsorowi wydawnictwa.
Więcej informacji: www.rabbitalaberlin.com; www.otterfilms.pl; restart-polskiego-kina.blogspot.com
Królik po berlińsku dostał Wyróżnienie na 8. Multimedia Happy End Festiwalu Filmów Optymistycznych w Rzeszowie (5 – 9.10).
więcej: http://www.happyend.exdart.com.pl/
Dziś wieczorem Królik zamierza podbić nową publiczność. Już niebawem uczestnicy festiwalu DOKUart w Bjelovar w Chorwacji będą mieli okazję zapoznać się z naszym filmem.
Przegląd filmów dokumentalnych DOKUart zaczął się 2 października i potrwa 5 dni. Jest to dość młody festiwal, którego pierwsza edycja miła miejsce w 2006 roku.
Więcej na: http://dokuart.hr
Mateusz Romaszkan, montażysta Królika, odebrał Specjalną Nagrodę dla “Królika po berlińsku” podczas 5. Batumi International Art House Film Festival BIAFF w Gruzji (12 – 19.09). Nagrodę przyznało jury w pod przewodnictwem Zbigniewa Rybczyńskiego.
Więcej: http://biaff.org/www/news/
Tym razem w Eckernförde w Niemczewch jury festiwalu Green Screen Film Festival (9 – 12.09) postanowiło przyznać Królikowi nagrodę za Najlepsza Historię (Best Story Award). To druga, po festiwalu achtung Berlin, niemiecka nagroda dla naszego filmu.
Więcej na: www.greenscreen-festival.de/yamlt3/
Nasz film tym razem doceniło jury 5.Mendocino Film Festival odbywającego się w Stanach Zjednoczonych, przyznając Królikowi specjalną nagrodę.
więcej na: www.mendocinofilmfestival.org/winners2010.htm
Najbliższy pokaz Królika za oceanem odbędzie się podczas festiwalu Palm Springs International ShortFest (22 – 28 czerwca).
Nadchodzą wakacje i każdy myśli o wypoczynku. Królik mimo niezliczonych podróży, które odbył w tym roku postanowił jednak nie próżnować. W czasie wakacji zamierzamy zaprezentować nasze dzieło jeszcze szerszej publiczności. Dlatego przyjęliśmy zaproszenie na kilka bardzo interesujących festiwali.
KRÓLIK PO BERLIŃSKU dostał drugą nagrodę w kategorii krótkiego metrażu w ramach 7.edycji hiszpańskiego festiwalu filmowego DOCUMENTA MADRID (7 – 16 Maj). Była to zarazem hiszpańska premiera dla tego tytułu
więcej na: www.documentamadrid.com/noticia_detalle.php?id=39
Pierwsza nagroda dla Królika w Niemczech została przyznana podczas trzeciej edycji festiwalu achtung Berlin/ new berlin film award, trwającego od 13 do 20 kwietnia w Berlinie.
więcej: www.achtungberlin.de/fotogalerie.html?&L=1%253C%2Fp%253E
Przez najbliższe dwa miesiące Królik będzie podróżował po całym świecie. W kwietniu i maju zostanie pokazany na 14! festiwalach. Zostanie zaprezentowany publiczności, między innymi w Niemczech, Izraelu, Kanadzie a także w Australii.
Zapraszamy do zapoznania się z kalendarium projekcji.
W marcu Królik zostanie wyświetlony na kilku międzynarodowych festiwalach. Jeśli wybieracie się w któreś z tych miejsc koniecznie przyjdźcie na projekcję naszego filmu!
Kalendarz festiwali marzec 2010
„Królik po berlińsku”, mimo że nie zdobył Oscara może czuć się wygrany. Nasze dzieło będzie bowiem teraz pokazywane w kinach w USA, zaś udział w oscarowej Gali był niezwykłym przeżyciem. Sama nominacja była już dużym sukcesem, gdyż „Królik” bronił się sam. Był jedynym filmem spoza USA.
Ponadto film w krótkim czasie znalazł dystrybutora na Stany Zjednoczone i Kanadę– Ikarus Films, który istnieje na rynku amerykańskim od roku 1978, rocznie wprowadzając do kin około 50 tytułów.
Gratujemy statuetki zwycięzcy - „Music by Prudence"!!!
Po raz ostatni przed galą rozdania nagród amerykańskiej Akademii Filmowej organizowane są w Nowym Jorku i Waszyngtonie pokazy nominowanych filmów w kategorii krótkiego metrażu, wśród nich „Królika po berlińsku”:
Nowy Jork, DocuDays
Data: 7 marca 2010, 12:05
Miejsce: The Paley Center, NY
http://www.paleycenter.org/2010-spring-docudays-new-york-2010/
Data: 7 marca 2010, 12:00
http://www.archives.gov/press/press-releases/2010/nr10-58.html
Następny najbliższy pokaz w Stanach jest zaplanowany w ramach festiwalu nominowanych krótkich filmów w Wichita (Academy Awards
http://www.wichita.lib.ks.us/Programs/ProgramsForAdults.htm
Miejsce: Academy’s Samuel Goldwyn Theater
„Docs!” , organizowane w tym roku po raz pierwszy, to niezwykłe wydarzenie poświęcone nominowanym filmom dokumentalnym, prezentujące fragmenty filmów, a po nich dyskusja z twórcami. W tym roku, noc dokumentów będzie prowadziła dokumentalistka: Barbara Kopple, dwa razy nagrodzona Oscarem za swoje dokumenty (Harlan County,1976 i American Dream, 1991) .
DocuDays jest organizowane przez IDA – International Documentary Association. Przypomnijmy, że znalezienie się na short liście do Oscarów, a później otrzymanie nominacji, Królik zawdzięcza właśnie specjalnym pokazom kinowym organizowanym co roku na przełomie lipca i sierpnia przez IDA - DocuWeeks w Nowym Jorku i Los Angeles. Na DocuDays składaja się pokazy filmów, a po nich Q&A z twórcami
Współpraca z Chasen&Company, agencją PR odpowiedzialną za kampanię oscarową dla Królika, zaowocowała wieloma artykułami w prasie amerykańskiej. Dotychczas o „Króliku” napisały tak znane amerykańskie gazety jak Los Angeles Times, Hollywood Reporter, New York Times (blog Carpetbagger), New York Magazine, czy Variety.
Ponadto, trzy razy Królik pojawił się na antenie KABC TV News, najpopularniejszego programu informacyjnego w Los Angeles: 23 lutego w wywiadzie z Anną Wydrą oraz 4 i 6 marca w „Good Morning America!”,
http://abclocal.go.com/kabc/video?id=7294340&syndicate=syndicate§ion=;
http://abcnews.go.com/GMA/Your3Words/
We wszystkich artykułach o nominowanych w kategorii najlepszy dokument krótkometrażowy, Królik jest wymieniany jako jedna z najciekawszych propozycji, mająca dużą szansę na Oscara.
Najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni jest znalezienie dla filmu dystrybutora, który wprowadzi film do kin w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. „Królikiem” zaopiekowała się firma Icarus Films, dystrybutor filmów dokumentalnych z całego świata. Firma ta istnieje na rynku amerykańskim od roku 1978, rocznie wprowadzając do kin około 50 tytułów.
Mając Icarus Films na pokładzie, Królik przygotowuje się na podbój Ameryki z kolejnymi pokazami. Na razie po ceremonii rozdania Oscarów potwierdzone są:
- 24. Academy Awards
- Mendocino
Miejsce: The Museum of Modern Art, NY
“Królik po berlińsku” będzie częścią pokazów nominowanych filmów, organizowanych w Museum of Moderne Art w Nowym Jorku. Pokaz jest organizowany przy wsparciu Polskiego Instytutu Kultury w Nowym Jorku z Moniką Fabjańską n a czele
więcej: http://www.moma.org/visit/calendar/films/1038
Zapraszamy Państwa bardzo serdecznie na konferencję prasową poświęconą filmowi KRÓLIK PO BERLIŃSKU, za którego nominowani do Oscara© w kategorii Najlepszy Dokument Krótkometrażowy zostali
Spotkanie odbędzie się 26 lutego, o godzinie 10.00 w kinie Kultura przy Krakowskim Przedmieściu 21/23 i połączone będzie ze śniadaniem prasowym.
Będzie to wyjątkowa okazja do spotkania z twórcami filmu tuż przed ich wylotem do Los Angeles, gdzie 7 marca odbędzie się ceremonia rozdania nagród Akademii Filmowej. Opowiemy m.in. o tym, jak „Królik po berlińsku” jest odbierany w Stanach, o naszej strategii promocyjnej na rzecz uzyskania Oscara oraz o działaniach Anny Wydry, która jest już w Los Angeles. W konferencji wezmą udział: reżyser
Miejsce: Kino Kultura, Warszawa
więcej: http://abclocal.go.com/kabc/video?id=7294340&syndicate=syndicate§ion=
Kampanię oscarową w Stanach Zjednoczonych dla „Królika po berlińsku” prowadzi jedna z najlepszych firm pr-owskich w tej dziedzinie – Chasen & Company z Ronni Chasen na czele.
Udało namówić się do promocji „Królika po berlińsku" panią Ronni Chasen - jedną z najbardziej doświadczonych agentek od publicity i PR tego typu - zdradził podczas konferencji prasowej 26 lutego Bartek Konopka. Wcześniej zajmowała się ona filmami takimi jak „Slumdog. Milioner z ulicy", „To nie jest kraj dla starych ludzi", „Amelia" czy „Aviator". Poznaliśmy ją dzięki Janowi A.P. Kaczmarkowi”.
Chasen & Company jest jedną z najbardziej wyróżniających się firm na świecie, zajmujących się marketingiem i public relations. Znana jest przede wszystkim z osiągnięć w tworzeniu nowoczesnych i innowacyjnych kampanii. Firma reprezentuje oscarowych zwycięzców – producentów, reżyserów, scenarzystów, kompozytorów, oraz firmy producenckie, wytwórnie płytowe, artystów, a także świat literacki.
Chasen & Company jest znana ze swoich pomysłowych kampanii dla ponad 250 filmów – wśród nich są takie tytuły jak: Szalone serce (Crazy Heart), Brothers, Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (The Curious Case of Benjamin Button), Kobiety pragną bardziej (He’s Just Not That Into You), Stary, kocham cię! (I Love You Man), Wątpliwość (Doubt), Zapaśnik (The Wrestler), Sweeney Todd, Aż poleje się krew (There Will Be Blood), Once, Babel, Dreamgirls, Mała Miss (Little Miss Sunshine), Spacer po linie (Walk the Line), Charlie i fabryka czekolady (Charlie and the Chocolate Factory), Godziny (The Hours), film Jima Sheridana In America, Bezdroża (Sideways), Włoska robota (The Italian Job), Blask (Shine), Wożąc panią Daisy (Driving Miss Daisy).
Ponadto, Chasen & Company konsultowało i ustalało strategię kampanii oscarowych dla takich firm jak: Dreamworks, Miramax, New Line, Fox Searchlight, Paramount, Paramount Vantage, Disney, Sony, The Weinstein Company i Lions Gate Films, które dzięki ich zaangażowaniu zdobyły ponad 150 nominacji i liczne nagrody, włączając w to 6 zwycięstw w kategorii „Najlepszy Film” dla: Slumdog. Milioner z ulicy (Slumdog Millionaire), To nie jest kraj dla starych ludzi (No Country For Old Men), Władca Pierścieni: Powrót króla (The Lord of The Rings: The Return of the King), Chicago, Zakochany Szekspir (Shakespeare In Love), oraz Wożąc panią Daisy (Driving Miss Daisy).
Z pozostałych nagród w najważniejszych kategoriach, Chasen & Company ma na swoim koncie: „Najlepszy Dokument” (Sicko and Niewygodna prawda [An Inconvenient Truth]), „Najlepszy Film Nieanglojęzyczny” (Departures, Water, The Sea Inside i Inwazja Barbarzyńców [The Barbarian Invasions]), „Najlepszy Scenariusz Oryginalny” (
W 2000 roku, Chasen & Company zostało współtworzyło strategię promocyjną dla 72.Akademii Nagród Filmowych, produkowanej przez Richarda D. Zanucka oraz Lili Fini Zanuck.
Ronni Chasen jest członkiem Akademii Filmu, Sztuki i Nauki, Amerykańskiego Instytutu Filmowego, NARAS oraz Stowarzyszenia „Kobiety w filmie”. Jest aktywnie zaangażowana w akcje charytatywne oraz udziela się w Komitecie Wykonawczym „Big Sisters”, „The Board of Directors” Fundacji Scotta Newmana, w komitecie wspierającym 125. rocznicę założenia Biblioteki Publicznej w Los Angeles, oraz jako konsultant w Tower Cancer Research Center
Film dokumentalny „Królik po berlińsku” (ang. Rabbit à la Berlin) został nominowany do najważniejszej nagrody filmowej: do Oscara® w kategorii Krótkometrażowy Film Dokumentalny za 2009 rok. To wielki sukces dla polskiej kinematografii, a przede wszystkim dla twórców filmu: reżysera Bartka Konopki, autora zdjęć i współscenarzysty Piotra Rosołowskiego, producentki Anny Wydry i montażysty Mateusza Romaszkana. 7 marca 2010 odbędzie się wręczenie nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Nominacje i ostatecznie statuetkę w tej kategorii otrzymuje reżyser i producent filmu. W przypadku „Królika po berlińsku” byliby to Bartek Konopka i Anna Wydra.
Droga do nominacji była długa i niełatwa ze względu na skomplikowane wymogi Amerykańskiej Akademii Filmowej. Dzięki staraniom producentki Anny Wydry i wsparciu Polskiego Instytutu Filmowego „Królik” najpierw zakwalifikował się do specjalnych pokazów kinowych DocuWeeks w Stanach Zjednoczonych, gdzie został pokazany w sekcji dokumentów krótkometrażowych wśród 9 innych tytułów wybranych z całego świata. Pokazy te organizowane są corocznie przez International Documentary Association (IDA) w kinach w Los Angeles i Nowym Jorku i dają możliwość zakwalifikowania się na skróconą listę do nominacji Academy Awards.
W październiku 2009 roku ogłoszono, że „Królik...” znalazł się na liście skróconej do nominacji do Oscara® w kategorii Krótkometrażowy Film Dokumentalny obok 7 innych tytułów. Był jedynym filmem spoza Stanów Zjednoczonych w tej kategorii.
Do tej pory tylko 3 filmy z Polski były nominowane do Oscara® w kategorii Krótkometrażowy Film Dokumentalny: w 1942r „Biały Orzeł” Eugeniusza Cękalskiego, w 1994r „89 mm od Europy” Marcela Łozińskiego oraz w 2004r „Dzieci z Leningradzkiego” Hanny Polak i Andrzeja Celińskiego
Na oskarowych bojach na pewno nie zakończy się fala sukcesów „Królika”. Film do tej pory otrzymał kilka znaczących nagród (m.in. Nagroda za Najlepszy Film Średniometrażowy – Hot Docs Toronto, Kanada; Nagroda Magicznej Godziny – 6.Planete Doc Review Warszawa, Grand Prix Złoty Lajkonik i Nagroda dla Najlepszego Producenta – 49.Krakowski Festiwal Filmowy; Najlepszy Film w kategorii ‘Conflict & Resolution’ – 17. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Hamptons, USA 2009; Silver Eye Award za najlepszy film średniometrażowy – 13. Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych w Jihlavie, Czechy; Nagroda Główna „Złote Zęby”, 21.Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce, Chicago; Nagroda za Najlepszy Film Dokumentalny „Jańcio Wodnik”, 17.Ogólnopolski Festiwal Sztuki Filmowej "Prowincjonalia 2010" we Wrześni). Przed nim kolejne festiwale w 2010r: m.in. Ankara IFF, Turcja; Festiwal Cine Cineara, Brazylia; One World, Rumunia; Ambulante, Meksyk.
W Polsce od grudnia 2009r „Królik po berlińsku" jest dystrybuowany w kinach razem z animacją Izabeli Plucińskiej „Esterhazy”. Film zakupiły również telewizje w Niemczech, Finlandii, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Szwecji, Japonii, Węgrzech, Czechach no i oczywiście w Polsce (TVP1). Trwają negocjacje z kolejnymi stacjami.
Na 17.Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej "Prowincjonalia 2010" we Wrześni główna nagroda za najlepszy film dokumentalny powędrował do Bartosza Konopki za "Królika po berlińsku". Odebrała go producentka Anna Wydra. Jestem na festiwalach częściej, niż twórcy tego filmu. Dzięki za super przyjęcie i tę energię, którą się czuło od publiczności. - mówiła.
Wiecej:
Najbliższe podróże z Królikem:
Alpe Adria Cinema Trieste, Włochy, styczeń 2010
Ogólnopolski Festiwal Sztuki Filmowej "Prowincjonalia 2010" we Wrześni, Polska, styczeń 2010
Polish Festival of the Film Art “Prowincjonalia”, Września, styczeń 2010
Ambulante IDF 2010, Meksyk
Bucharest HRFF 2010, Rumunia
Królik nerwowo zaciska łapki…ponieważ 2 lutego, o godz. 14.30 czasu warszawskiego poznamy wyniki nominacji do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej..!
Festiwale w 2009:
Visions du Reel; Regards Neufs, Nyon, Szwajcaria; kwiecień 2009
Hot Docs, International Spectrum,
Planete Doc Review, Magic Hour Competition, Warszawa, Polska; maj 2009
Krakowski Festiwal Filmowy, Kraków, Polska; czerwiec 2009
Libertas
Documentary in
ERA New Horizons, Polish
Ińskie Lato Filmowe, Ińsko, Polska: sierpień 2009
DWA BRZEGI, Kazimierz Dolny, Polska; sierpień 2009
DocuWeeks (showcase),
Festiwal Filmow Fabularnych w
WFO – W.Puchalski Nature
Vilnius IDF, Litwa, październik 2009
Cinéma Verité IDF Tehran, Iran, pażdziernik 2009
2morrow FF
Hamptons IFF,
Festiwal Sztuki Reportażu Camera Obscura, Bydgoszcz, Polska, październik 2009
Prix Europa, Berlin, Niemcy; październik 2009
DMZ Korean Int. Doc Festival, Korea Południowa, Październik 2009
DOK Leipzig, Lipsk, Niemcy, październik 2009
Jihlava IFF,
Free Zone Belgrade HRFF,
24th Mar del Plata IFF,
FF All About Freedom,
RIDM - Rencontres Internationales du Documentaire de Montréal, Kanada, listopad 2009
Camerimage, Łódź, Polska, listopad - grudzień 2009
Festiwal Sztuki Dokumentu w Europie , Warszawa, Polska, listopad - grudzień 2009
This Human World,
Zagreb Human Rights FF, Chorwacja, grudzień 2009
Nagrody w 2009:
Nagroda za najlepszy film średniometrażowy – 16. Hot Docs Toronto, Kanada 2009
Nagroda Magicznej Godziny – najlepszy film średniometrażowy – 6. Planete Doc Review Warszawa 2009
Grand Prix Złoty Lajkonik – 49.Krakowski Festiwal Filmowy 2009
Nagroda dla Najlepszego Producenta: Rzeźba Bronisława Chromego dla Anny Wydry – 49.Krakowski Festiwal Filmowy 2009
Nagroda Specjalna Jury – 13. Międzynarodowy Festiwal Filmów Przyrodniczych im. Włodzimierza Puchalskiego, Łódź 2009
Najlepszy Film w kategorii ‘Conflict & Resolution’ – 17. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Hamptons, USA 2009
Silver Eye Award za najlepszy film średniometrażowy – 13. Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych w Jihlavie, Czechy 2009
Nagroda Główna „Złote Zęby”- 21.Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce, Chicago; USA 2009
Królik będzie dystrybuowany w polskich kinach razem z półgodzinną animacją „Esterhazy” Izabeli Plucińskiej. Dystrybutorem jest
Źródło: www.wyborcza.pl/1,75475,7324375,Wielkie_oczy_krolika.html
Wielkie oczy królika
Od jutra w kinach polski dokument, który ma szansę na Oscara: "Królik po berlińsku". Patrzymy na historię zwierząt żyjących w cieniu muru, a jeszcze niedawno sami - jeśli nie my, to nasi rodzice - byliśmy eksperymentalnymi królikami
Pomiędzy dwiema liniami muru berlińskiego żyły króliki. Słynne króliki - opisywane, fotografowane, będące w NRD bohaterami dziecięcych festynów urządzanych pod aluzyjną, króliczą flagą - stały się symbolem wolności. Był to jednak symbol ironiczny, dwuznaczny - trudno nie dostrzec, że królikom było dobrze w niewoli między murami.
Już w pierwszych scenach następuje zmiana punktu widzenia z ludzkiego na króliczy. Z tej perspektywy oglądamy historię NRD. Stopniowe przekształcanie sektora radzieckiego w osobne, satelickie państwo ilustrują pokazane w filmie kolejne fazy podziału Berlina, budowy zasieków, wreszcie muru, coraz wyższego i lepiej strzeżonego. Wszystko to jest ukazane z punktu widzenia interesów królików.
Były tak głupie, że dały się zamknąć między murami, tracąc wolność? Czy przeciwnie, na tyle sprytne, że wykorzystały szansę, by ukryć się między murami, gdzie miały co prawda mało miejsca, ale świeżą trawę i żyło im się bezpiecznie? Krótka historia komunizmu ukazana jako eksperyment na królikach - oto zamysł filmu. Ta orwellowska alegoria jakby rodem z "Folwarku zwierzęcego" grozi uproszczeniem i swego rodzaju pychą. Czy pokazując zbiorową uległość ludzi-królików, siłą rzeczy nie patrzymy na nich z góry, z pozycji totalitarnej władzy? Skoro byli tak ulegli, to może zasłużyli na swój los? Ale na jakiej podstawie możemy dziś sądzić społeczeństwo żyjące pod ciśnieniem tamtego ustroju? Patrzymy na ich historię z góry, zapominając, że jeszcze niedawno sami - jeśli nie my, to nasi rodzice - byliśmy eksperymentalnymi królikami.
To, co było narzuconym z góry przymusem, stawało się "uświadomioną koniecznością". Możemy się dziś śmiać z króliczego konformizmu, ale wystarczy otworzyć polską encyklopedię wydaną niewiele ponad 20 lat temu, aby spotkać się z króliczą logiką. Pod hasłem "Berlin" nie ma słowa "mur" . Czytamy tylko, że "w celu zapobieżenia działalności dywersyjnej z terenu Berlina Zachodniego przeprowadzono 13 VIII 1961 granicę państwową między NRD a Berlinem Zachodnim".
Poznałem kiedyś entuzjastę muru. W swoim czasie napisał nawet broszurkę propagandową uzasadniającą jego budowę. Później popadł w gorycz. Na ile wierzył w sens tego wszystkiego, a na ile czuł się do tego zmuszony? Już się tego nie dowiem. Nie bez znaczenia był fakt, że ten człowiek - o ironio - był niewidomy. Ofiara wojny, antyfaszysta. Czy brak wzroku ułatwił mu akceptację NRD? Choć przecież nie mieli z tym problemu również inni, widzący.
Kiedy oglądam dziś kroniki o historii NRD, zastanawiam się zawsze, czy to ten sam, czy może zupełnie inny tłum paraduje 1 maja, potem, w latach 80. zapełnia manifestacyjnie kościoły, a w 1989 r. rozwala mur? To samo społeczeństwo może mieć różne twarze, inaczej reagować w różnych sytuacjach, co innego uważać za swoją korzyść, w czym innym szukać bezpieczeństwa. Zawsze jesteśmy zaskakiwani przez historię, rozgrywającą się niby z naszym udziałem, ale zarazem jakby ponad naszymi głowami.
Czy dziś lepiej rozumiemy świat mimo natłoku informacji pozwalających oglądać rzeczywistość z wielu perspektyw naraz? "Królik po berlińsku" (znalazł się na krótkiej liście filmów dokumentalnych mających szansę na nominację do Oscara) jest pastiszowym modelem takiego wielobiegunowego przekazu. Wieloznaczność tego filmu może być po części dziełem przypadku. Autorzy filmu mieli kłopot z ustaleniem perspektywy opowiadania. Stąd chyba wynikły kolejne wersje montażowe (widzowie różnych festiwali, gdzie "Królik" był pokazywany, widzieli trochę inne filmy!). Znać w tym obrazie niepewność co do tego, czyje właściwie stanowisko prezentuje komentarz tej pseudooświatówki. W co właściwie uderza jego ironia?
Króliki są nieme i mają wielkie oczy. Zbliżeniem tych czujnych, lękliwych oczu zaczyna się i kończy film. W tym zawiera się jego sens. Widzimy, jak króliki naiwnie cieszą się z budowy muru, który dał im wreszcie bezpieczeństwo; następnie, jak popadają w apatię, zwolnione z walki o byt; wreszcie, jak wiedzione irracjonalnym instynktem szukają ucieczki, podkopując się pod murem. Przeraża je sam moment rozwalania muru (najlepsza sekwencja filmu). Nie mogą znaleźć sobie miejsca na wolności, gdy muszą się rozpierzchnąć i gdy kończy się złudne bezpieczeństwo między murami, uzyskane kosztem ludzi. Niewola ma pozory raju - wolność rajem nie jest, zawsze ktoś na niej traci.
Analogia dziejów berlińskich królików z dziejami NRD sprawdza się w filmie tylko częściowo, momentami jest naciągana (mieszkańcy NRD, w przeciwieństwie do królików żyjących za murem, mieli ujemny przyrost naturalny...). Choć enerdowcy, podobnie jak bohaterowie filmu, po obaleniu muru i zjednoczeniu kraju przeżyli rozczarowanie, poczucie degradacji. Byli i tacy (są do dziś), którzy woleliby w miejsce totalitarnego NRD osobne, demokratyczne państwo. Ale wydarzenia historyczne potoczyły się szybciej, niż działała społeczna refleksja.
O czym więc mówi "Królik po berlińsku"? Realizatorzy stanęli przed karkołomnym zadaniem stworzenia z materiałów dokumentalnych i inscenizowanych w miarę spójnej, gatunkowo jednolitej opowieści, ukazującej w krzywym zwierciadle historię enerdowskiego komunizmu, ale prowadzącej w kierunku uniwersalnej metafory. Konstrukcja tego filmu wydaje się dopięta trochę na siłę. "Królik..." mówi o wielu, może zbyt wielu sprawach, ale na szczęście nie jest okolicznościowym utworem o tym, że skończyła się niewola i nastała wolność.
Króliki, ze swoją naturalną skłonnością do przystosowania się i troską o bezpieczeństwo, są bardzo ludzkie, godne współczucia. W rozmowie z reżyserem Bartkiem Konopką o jego następnym projekcie fabularnym - filmie o tych, którym po 1989 r. się nie powiodło, którzy coś stracili, nie umiejąc się dostosować - zrozumiałem, że "Królik po berlińsku" mówi o ludziach, którzy "w każdej narzuconej im sytuacji usiłują znaleźć normalność".
Młody reżyser wydaje się dobrze rozumieć dramat pokolenia ojców. Wie, że "może wszyscy jesteśmy królikami i dalej mamy te same potrzeby - potrzebujemy swojego skrawka bezpieczeństwa, swego kawałka trawnika, żeby dopiero z tej perspektywy móc patrzeć na wielki świat".
"Królik po berlińsku" jest o wiele bardziej przewrotną wersja berlińskiego mitu o królikach niż połączony z nim w jednym seansie "Esterhazy" - plastelinowa animacja Izabeli Plucińskiej, ciemna w kolorycie, ale budująca nastrój przytulności. W tej historii, opartej na popularnej w Niemczech bajce Hansa Magnusa Enzensbergera, berlińska przygoda wiedeńskiego królika ma wyraźny happy end. Króliczy arystokrata Esterhazy zaznaje różnych rodzajów niewoli, trafia także między berlińskie mury, łudząc się, że "znajdzie wreszcie święty spokój", ale tam właśnie odnajdzie swoją wybrankę Mimi. Kiedy mur zostanie obalony, nic nie przeszkodzi mu w płodzeniu małych Esterhazych. W bajce Konopki i Rosołowskiego królik na wolności, schwytany do skrzynki, niesiony w nieznanym kierunku, łypie z wnętrza swoim wielkim, zdziwionym okiem.
Źródło: www.independent.pl/n/9563
O pracy nad filmem "Królik po berlińsku" opowiada Anna Wydra - producentka filmu.
Film trafi na ekrany kin 4 grudnia.
Zuza Mierzejewska : Jak doszło do realizacji filmu „ Królik po berlińsku” i Twojej współpracy z reżyserem filmu - Bartkiem Konopką?
Z.M : Jak wyglądała praca nad scenariuszem?
A.W : Autorzy przedstawiając mi projekt mieli już ogólny zarys scenariusza. Mieliśmy już także niektórych bohaterów, był to 2006 rok. Prowadziłam rozmowy z potencjalnymi partnerami, składałam wnioski w celu zamknięcia budżetu, natomiast w międzyczasie pracowaliśmy nad scenariuszem, przede wszystkim Bartek i Piotrek. Dawałam swoje uwagi, ponieważ to też jest rolą producenta. Pod koniec 2007 roku skończyliśmy zdjęcia. Następnie przeszliśmy do montażu, który realizował Mateusz Romaszkan. Wtedy okazało się, że założenia jakie przyjęliśmy w pierwotnym scenariuszu nie sprawdzają się do końca. Film zbudowany z wypowiedzi ludzi, którzy pamiętają króliki gdzieś jako całość ‘nie trzyma’. Wtedy ja i Mateusz włączyliśmy się w pisanie scenariusza. W czwórkę przewróciliśmy go do góry nogami.
Z.M : Co w takim razie zmieniło się w scenariuszu?
A.W : Przede wszystkim uległa zmianie ilość wykorzystanych materiałów archiwalnych, zostało to narzucone w montażu. Miało być 10 minut archiwów, czyli 1/5 filmu a ostatecznie jest około 35 minut materiałów archiwalnych.
Zmiana koncepcji wymagała ode mnie jako producenta analizowania sytuacji na bieżąco. Archiwa są jednym z najdroższych materiałów. Realizowaliśmy zdjęcia tanio, ale bez uszczerbku na zdjęciach. Oszczędzaliśmy na wszystkim, ale nie oszczędzaliśmy siebie, np. ja jeździłam samochodem ze światłemJ. Mieliśmy budżet ok. 220 tys. Euro, na dokument to jest naprawdę super! Jednak nie wiedzieliśmy co nas czeka, a spodziewaliśmy się, że ‘króliki’ mogą nas zaskoczyć. Dlatego staraliśmy się robić wszystko jak najtaniej. Nie wiadomo było co się jeszcze może wydarzyć, czy będzie jakaś dokrętka czy nie.
W kwietniu 2008 roku pojechaliśmy jeszcze raz do Berlina żeby dokończyć zdjęcia. Na miejscu doszliśmy do wniosku, że trzeba przemyśleć wszystko jeszcze raz. Zadawaliśmy sobie pytania, np. dlaczego powstał system, dlaczego trwał oraz jak to przekłada się na króliki. Wiadomo przecież, że interesowało nas coś więcej niż same króliki.
Z.M : Z tego co mówisz wynika, że ważna jest dla Ciebie ekipa, z którą pracujesz, atmosfera. Czy znaliście się wcześniej z Piotrem, jak wyglądało kompletowanie ekipy?
A.W : Atmosfera jest jednym z najważniejszych elementów pracy nad filmem! I sam projekt oczywiście. Bardzo ważne jest dla mnie to, że gdy podejmuję jakiś projekt, muszę się w nim ‘zakochać’. Ponieważ jest to ‘długoterminowy związek’ i jak razem zacznie się coś robić to nie można zdradzić w połowie. Choć parę razy zdarzyło mi się, że na samym początku wycofałam się, ponieważ coś nie grało.
Ważne jest jeszcze to, a może najważniejsze, że absolutnie muszę rozumieć się z reżyserem, w związku z projektem i też tak normalnie, ludzko. Bez tego nie umiem pracować, ponieważ ja nie pracuję mechanicznie, nie skończyłam studiów filmowych, nie znam wszystkich zasad. Działam bardzo intuicyjnie i emocjonalnie. Do tego potrzebuję mieć partnera, z którym się rozumiem, musi być jakaś chemia, wzajemne zrozumienie. Trzeba też się nawzajem szanować i odbierać na tych samych falach. Całą ekipę staram się dobierać na podobnych zasadach.
Z.M : Jak doszło do współpracy z Maciejem Cieślakiem, który skomponował muzykę do filmu? Czyj to był pomysł?
A.W : Był to pomysł Mateusza Romaszkana, który wcześniej współpracował z Maćkiem. Oczywiście brałam udział w podejmowaniu decyzji, czy ma być to Maciej, słuchałam jego muzyki. Ostatecznie Mateusz i Bartek spotykali się z Maciejem, myślę że bardzo owocnie. Jesteśmy z tej współpracy bardzo zadowoleni. Podczas pobytu w Kanadzie na Hot Docs Festival publiczność pytała jak udało się nam znaleźć muzykę, która tak odzwierciedla atmosferę czasów, tak cudownie podąża za chronologią zdarzeń. Odpowiedziałam, że skomponował ją Maciek, który niesamowicie to wyczuł.
Z.M : Czytałam, że film realizowaliście aż cztery lata, co sprawiło że zajęło to aż tyle czasu, czy były problemy z budżetem?
A.W : Dla mnie były to trzy lata pracy nad filmem, dla chłopaków ponad cztery. Pierwszy rok, 2 lata to było głównie research, szukanie bohaterów. Piotrek zaczął drążyć temat wcześniej, na studiach w Kolonii. Sam temat podrzucił chłopakom
Samo zamknięcie budżetu zajęło nam nie bardzo dużo czasu, ponieważ w ciągu roku odkąd dołączyłam do projektu weszliśmy w fazę zdjęć, mimo złożonej struktury finansowania (siedem telewizji, pieniądze z Media i z PISF-u) . Najtrudniejszy był ostatni rok, 2008. Pokazał nam , że to myślenie, które mieliśmy na początku nie sprawdza się do końca, trzeba szukać innej formuły. Dopiero wtedy doszliśmy do wersji, która była dla nas satysfakcjonująca. Czas montażu materiałów archiwalnych to była bardzo intensywna praca. W okresie między listopadem a kwietniem 2008 szlifowaliśmy film. Rozpoczęliśmy pracę z Michałem Ogórkiem nad komentarzem Bardzo zależało nam, aby film był dopracowany, w każdym szczególe. Nad finalnym obrazkiem czuwali Mateusz Romaszkan i Grzegorz Korczak (ten drugi z Valium4Kids). Nad udźwiękowieniem Franciszek Kozłowski z Ucho Studio. Z Maćkiem Cieślakiem spotkaliśmy się na początku 2009 roku i ok. 2 miesięcy trwała praca nad muzyką i dźwiękiem..
Z.M : Jaki był główny zamysł obsadzenia Krystyny Czubówny w roli narratora?
A.W : Chcieliśmy jak najbardziej podbić, że jest to film przyrodniczy i Bartek wpadł na pomysł żeby poprosić Panią Krystynę o udział w naszym projekcie. Mamy taką satysfakcję, że udało nam się stworzyć film, który można czytać zarówno na poziomie czysto przyrodniczym, czyli po prostu o losie królików w Berlinie, a także na metaforycznym poziomie, ogólnie rozważań na temat systemu. Szukaliśmy narzędzi które pozwolą nam to uzyskać.
Z.M : Jakie były reakcje na ten film, na takie ujęcie tematu, przy doborze ekipy, szukaniu sponsorów etc?
A.W : Ten projekt jest bardzo łatwy do sprzedania. Albo ktoś wchodził od razu albo wcale. Nie było sytuacji gdzie dyskutowaliśmy, nigdy nie próbowałam nikogo przekonać, czarować. Była cała masa ludzi, która podchodziła do tematu sceptycznie. Nie wierzyła, że może się udać. Już na poziomie samego pomysłu było to abstrakcyjne. Tak samo było wśród bohaterów, których mieliśmy w filmie. Ludzie dziwili się czemu chcemy w taki sposób ująć temat Muru Berlińskiego. Czasem obawiali się czy ich nie ośmieszymy. Oczywiście to nie było niczyją intencją, bo jeżeli ich byśmy ośmieszyli to i siebie, naszych rodziców.
Z.M : Jaki był odbiór filmu, czy są różnice w reakcjach publiczności w Polsce i np. Niemczech?
A.W : W Niemczech nie mieliśmy jeszcze szczęścia do spotkania się z publicznością. Dziwny jest los tego filmu, cały czas nam płata figle, dzieje się wszystko to co normalnie się nie dzieje (śmiech). Jednak z moich obserwacji wynika, że różnice są. Zauważyłam, że my ‘ze wschodu’ odbieramy ten film bardziej do siebie, utożsamiamy się z tym królikami. Widzę to po rozmowach z publicznością, zastanawiamy się na ile nas to dotyczy. Z kolei gdy byłam w Kanadzie, to odniosłam wrażenie, że głównie padały ogólno-systemowe pytania. Natomiast wracając do tematu Niemiec to odpowiedzią na to pytanie, może być fakt, że film tam jeszcze nie zaistniał, na żadnym festiwalu, nie jest tam żadnym wydarzeniem.
Fakt, że mamy niemieckiego koproducenta i ja się bezpośrednio do tego nie przykładam, wiec generalnie trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest. Pewne jest natomiast, że to się zmieni, pracujemy już nad tym.
Z.M : Jak doszło do koprodukcji polsko – niemieckiej?
A.W : Początkowo mieliśmy trzy niemieckie telewizje. Poprosili, że skoro wykładają tyle pieniędzy, to czuli by się o wiele lepiej gdyby był koproducent z Niemiec. Dla mnie było to ok., ponieważ większość wydatków mieliśmy właśnie w Niemczech. W konsekwencji zostaliśmy sobie przedstawieni z Heino Deckertem, który zgodził się na współpracę, choć bez większego entuzjazmu.
Z.M : Jaki jest następny projekt, nad którym pracujecie?
A.W : Robimy pełen metraż Bartka , pod tytułem „Lęk Wysokości” z Marcinem Dorocińskim i Krzysztofem Stroińskim w rolach głównych. Produkuje go Studio Munka.
Znam ten projekt od pierwszych wersji treatmentu, już
Rozmawiała Zuza Mierzejewska
Źródło: www.przekroj.pl/kultura_film_recenzje_artykul,5956.html
Oryginalność i nowatorstwo „Królika...” polegają na pokazaniu historii półwiecza rządów komunizmu w Europie za pomocą królików. Rozmnożyły się na placu Poczdamskim w latach 50. Raj, jaki znalazły w Berlinie – po wojnie bardziej niż metropolię przypominał łąkę – skończył się z chwilą postawienia muru. Twórcy snują opowieść o kolejnych etapach uwięzienia: od akceptacji wynikającej z przekonania o dobrych intencjach tych, którzy mur postawili (ochrona przed drapieżnikami), przez apatię wypływająca z monotonii życia między murami świata, aż po negację systemu, czyli ucieczkę przez kopane pod murem tunele.
Aluzje historyczne są oczywiste, narracji (komentarz Michała Ogórka czyta Krystyna Czubówna) słucha się jak przypowieści. Zdjęcia królików a to wylegujących się z nudów na słońcu, to znów uciekających w popłochu przed uzbrojonymi strażnikami świetnie oddają nastroje panujące w NRD.
Paradoksalnie filmowa robota, jaką wykonali twórcy, nie miała jednak w przypadku tego dokumentu aż tak wielkiego znaczenia. Do historii „Królik...” przeszedł już wtedy, gdy w głowie autorów zaświtał pomysł na tę przewrotną metaforę. Czy to umniejsza efekty ich pracy? Myśleć w ten sposób to tak, jakby zarzucać Newtonowi, że stał się sławny dzięki jabłku, które jakoby spadło mu na głowę.
Karolina Pasternak
„Przekrój” 48/2009
Jak zrobić film z sześciu ujęć i trafić na skróconą listę kandydatów do Oscara, mówi Karolinie Pasternak reżyser „Królika po berlińsku”
Pomysł na „Królika po berlińsku” narodził się podobno na zajęciach u Marcela Łozińskiego. I podobno był to po części jego pomysł?
– Łoziński słyszał, że króliki żyły na pasie ziemi niczyjej. Nie widział żadnych zdjęć i wyobrażał sobie idylliczny obrazek: białe króliki na zielonej trawce. Twierdził jednak, że ten film można było zrobić tylko w 1989 roku: pokazać tragedię królików, które nie potrafią odnaleźć się na wolności, co miało być smutną przepowiednią tego, co później stało się z postsowieckimi społeczeństwami.
Gdy zabraliśmy się z Piotrem Rosołowskim do dokumentacji, znalazł on na berlińskich podwórkach potomków tamtych królików, widział, jak wegetują – oto co zrobił z nimi dziki kapitalizm. Metafora nasunęła się sama. Mogliśmy więc pokazać pełną historię: socjalizmu, transformacji i tego, jak się dzisiaj niektórym żyje.
Łoziński nie zabrałby się pewnie do tego filmu z jeszcze jednego powodu: udało nam się dotrzeć do zaledwie sześciu archiwalnych ujęć. Z tego nie dało się zrobić klasycznego dokumentu, jakiego wyznawcą jest Łoziński. My mieliśmy bardziej elastyczny stosunek do formy. 80 procent filmu to rzeczywistość spreparowana, to znaczy wykorzystujemy archiwalia, na przykład zdjęcia polityków patrzących ze wschodniej i z zachodniej strony muru. Tyle że oni nie patrzyli na króliki.
Kreacja jest dziś w dokumencie na porządku dziennym, wpisaliście się w ten trend.
– Wraz z rozwojem dokumentu jego język się zmienia, nie ma już gatunkowego puryzmu. Ale to, co wykonaliśmy w „Króliku...”, ma też długą tradycję w historii polskiego kina. Dokument aluzyjny, posługujący się metaforą, rozwijał się przez cały PRL. Inna sprawa, że wtedy wszystko było robione na poważnie, bo czasy były poważne. My natomiast od początku zakładaliśmy, że spuścimy z tego balonu trochę powietrza. Pojawił się pomysł animowanego królika jako narratora, ale czuliśmy, że to byłoby przegięcie. Ostatecznie stanęło na konwencji filmu przyrodniczego: jest poważna, a co kto zabawnego pod tą przykrywką znajdzie, to już jego sprawa.
Temat królików okazał się zaraźliwy – zainspirowaliście Izabelę Plucińską, która zrobiła o berlińskich królikach animację „Esterhazy” pokazywaną w kinach razem z „Królikiem...”.
– Gdy cztery lata temu zaczynaliśmy zbierać dokumentację do filmu, nie mieliśmy żadnego wsparcia finansowego, a co za tym idzie – pieniędzy na noclegi. Zatrzymaliśmy się więc u Izy, której mieszkanie jest berlińską metą polskich filmowców. Któregoś dnia pokazaliśmy jej książkę dla dzieci Irene Dische o króliku Esterhazym, który rusza z Wiednia do berlińskiego raju. Tak się zachwyciła, że gdy poszliśmy na spotkanie z Dische, Iza nagle zapytała o kupno praw do „Esterhazego”. Trochę nas tym zaskoczyła, baliśmy się, że wejdziemy sobie w paradę, ale ostatecznie wyszły dwa zupełnie różne filmy.
Z których jeden znalazł się właśnie na skróconej liście dokumentów kandydujących do Oscara. Jak się o tym dowiedziałeś?
– Dostałem e-mail. Nadawcą była Amerykańska
To jak oceniasz szanse na nominację?
– Uwierzyłem w to, co mówi się dookoła. W tym towarzystwie jesteśmy chyba faworytami.
rozmawiała Karolina Pasternak
„Przekrój” 48/2009
Po Srebrnym Oku, przyszedł czas na Złote Zęby…!
Królik zdobywa nagrodę główną dla najbardziej interesującego filmu dokumentalnego na 21. Festiwalu Filmów Polskich w Ameryce, Chicago. Jury w uzasadnieniu podkreślało "świetny pomysł i oryginalne, humorystyczne ujęcie współczesnej historii."
więcej:
Rzadko się zdarza, żeby dokument został pokazany w polskiej telewizji w tak świetnym czasie antenowym! 9 listopada na antenie TVP Program 1 o 22.50 Królik będzie miał swoją premierę telewizyjną. Królik nastawia słuchy i …antenę!
Źródło: www.wyborcza.pl/1,75475,7233549,Kroliki_patrza_na_ludzi_zza_berlinskiego_muru.html
W poniedziałek TVP 1 o godz. 22.45 pokaże głośny film dokumentalny Bartka Konopki "Królik po berlińsku", który znalazł się na krótkiej liście filmów dokumentalnych mających szansę na nominację do Oscara 2010
Film opowiada o zburzeniu muru berlińskiego i zmianie systemu politycznego z perspektywy losów królików zamieszkujących pas ziemi oddzielającej wschodni i zachodni Berlin. Ogólnopolska premiera kinowa "Królika" planowana jest na 4 grudnia.
Mur berliński tak naprawdę był dwoma murami - przestrzeń między nimi stała się rajem dla królików. Ich życie pokazał film Bartka Konopki. ''Początkowo króliki były przekonane, że mur, zasieki i strażnicy z psami są po to, by strzec ich bezpieczeństwa. W rezerwacie żyło się wygodnie. Każdy jego mieszkaniec miał to samo, każdy żył podobnie w jednej z identycznych nor. Nie trzeba było walczyć o pozycję na drabinie społecznej. W ogóle - niewiele trzeba było robić. Króliki były zadowolone. Ale z biegiem czasu okazało się, że trawy jest wprawdzie po równo dla każdego, ale jest fatalnej jakości, i że zaczyna brakować przestrzeni do życia. A wszelkie próby opuszczenia rezerwatu są surowo karane. W końcu mur został rozebrany. W szerokim, wolnym świecie, który się przed nimi otwarł, króliki poczuły się zdezorientowane, zagrożone i nieszczęśliwe. Pierwsze pokolenie nie potrafiło znaleźć sobie w nim miejsca. Szanse mają być może młode króliki, które urodziły się już poza rezerwatem'' - tak tę metaforę życia i przemian w Niemczech Wschodnich streszczono w programie tegorocznego Planet Doc Review. ''Celna i miejscami humorystyczna analiza szeregu czynników, które doprowadziły do budowania się postawy typowej dla homo sovieticus.''
Rozmowa z Bartkiem Konopką, reżyserem
Donata Subbotko: W "Króliku po berlińsku" opowiadacie z operatorem Piotrem Rosołowskim o ludziach poprzez zwierzęta. Drugi raz - po dokumencie "Ballada o kozie"- sięgacie do podobnego pomysłu. Dlaczego?
I w przypadku "Ballady o kozie", i "Królika po berlińsku" ciągnęło nas do metafory, znalezienia uniwersalnej prawdy o świecie, ludziach, sytuacji.
Zresztą już Ezop opowiadał bajki o ludziach, chociaż pisał o zwierzętach. W dokumencie do podobnej metody odwoływał się też kultowy film "Szczurołap" Andrzeja Czarneckiego.
Pomysł, aby króliki patrzyły na ludzi, był dla nas wyzwaniem, szansą zabawienia się narracją. W "Balladzie o kozie" też pokazaliśmy ludzi z punktu widzenia kóz, jednak tam powoli kamera staje po stronie człowieka.
Przy królikach myśleliśmy, że użyjemy tego samego klucza, ale to się nie sprawdziło. Podczas montażu zrozumieliśmy, że trzeba skupić się tylko na królikach i - podpatrując ich zachowanie - spojrzeć na rodzaj ludzki z dystansu, tworząc alegorię tego, co się wydarzyło w 1989 r., a także tego, co się stało później, kiedy króliki przegoniono z bezpiecznego pasa ziemi oddzielającego Niemcy wschodnie od zachodnich. Wtedy to musiały zacząć walczyć o przetrwanie z psami, kotami i szczurami. Innymi słowy - dotknął je kapitalizm.
W Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy skończyłeś kurs dokumentalny u Marcela Łozińskiego. To podobno on rzucił pomysł o królikach.
- Tak, mówił nam, że przed laty chciał nakręcić film o tysiącu królików, które biegają na zielonej trawie między murem, ale uznał, że skoro nie nakręcił tego w 1989 r., w momencie zburzenia muru, to już nie ma sensu tego ruszać.
Kiedy cztery lata temu Piotrek Rosołowski pojechał do Niemiec na stypendium, przypomniał sobie o tych królikach i zaczął szukać ich śladów. Robiliśmy ten film cztery lata i do końca nie wiedzieliśmy, czy coś z tego będzie.
Free Zone Belgrade HRFF, Serbia, listopad 2009
24th Mar del Plata IFF,
FF All About Freedom,
RIDM - Rencontres Internationales du Documentaire de Montréal, Kanada, listopad 2009
Camerimage, Łódź, Polska, listopad - grudzień 2009
Festiwal Sztuki Dokumentu w Europie , Warszawa, Polska, listopad - grudzień 2009
This Human World,
Zagreb Human Rights FF, Chorwacja, grudzień 2009
Na 13. Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Jihlavie w Czechach Królik dostał nagrodę Silver Eye Award za najlepszy film średniometrażowy.
W tym roku w ramach targów dokumentalnych East Silver 2009 przy festiwalu po raz pierwszy przyznano nagrodę SILVER EYE w trzech kategoriach: najlepszy krótko-, średnio- i pełnometrażowy film dokumentalny pokazany na East Silver. W każdej kategorii nominowano 11 filmów. Wszystkie nagrodzone obrazy otrzymały nagrodę pieniężną w wysokości 1 500 EUR oraz srebrną lupę z pracowni projektantów Zdeňka Vacka a Dana Pošty. Nagrody przyznało międzynarodowe jury, składające się z wybitnych specjalistów filmowych.
Jury w kategorii dokumentu średniometrażowego obradowało w składzie:
Charlotte Gry Madsen, konsultant ds. sprzedaży i programu, DR International Sales / DR - Danish Broadcasting Corp., Dania
Philippa Kowarsky, dyrektorka, Cinephil, Izrael
Charles Schuerhof, dyrektor ds. sprzedaży, PBS International,
Więcej:
http://www.dokument-festival.cz/files/zk_pictures_232_6348_c4a91926.doc
Źródło: http://film.interia.pl/news/krolik-po-berlinsku-w-telewizji,1389680
Z nietypowej perspektywy - oczami królików - przedstawił historię muru berlińskiego polski reżyser
Zebrał już wysokie oceny - znalazł się m.in. na liście filmów dokumentalnych mających szansę na nominację do Oscara, ogłoszonej przez Amerykańską Akademię Filmową.
Konopka stworzył metaforyczną, poruszającą, a zarazem pełną humoru opowieść o tysiącach dzikich królików, które przez 28 lat zamieszkiwały obszar zieleni stworzony między dwoma pasami muru berlińskiego.
W pierwszych scenach filmu króliki żyją spokojnie na Placu Poczdamskim. Pewnego dnia widzą dziwne zdarzenie - ludzie zaczynają budować mur. Zwierzęta są przekonane, że wzniesiono go po to, by chronić króliki przed zagrożeniem z zewnątrz. Czują się bezpiecznie. Życie królików przypomina raj. Między dwoma murami powstaje królicze królestwo - żaden człowiek nie zakłóca jego spokoju.
Po jakimś czasie sytuacja zmienia się. Strażnicy zaczynają strzelać do królików. Wiele zwierząt chce wydostać się poza pas zieleni. Drążą długie nory, podkopują się pod murem i przedostają na drugą stronę. Tam widzą rzeczy, o których wcześniej nie miały pojęcia - dowiadują się, że istnieje inny smak niż smak trawy oraz że nie wszyscy ludzie są żołnierzami.
Ucieczki zwierząt obserwują mieszkańcy Berlina. Niepokorne króliki stają się dla nich symbolem wolności. Ludzie protestujący przeciw istnieniu muru wznoszą transparenty z wizerunkiem królika i hasłem: "Królik zawsze będzie królikiem!". Pozostałe zwierzęta wydostaną się na wolność dopiero po obaleniu muru. Odnalezienie się w nowej rzeczywistości będzie dla nich bardzo trudne.
"Twórcy filmu chcieli za pomocą alegorii pokazać, jak żyli obywatele przed zjednoczeniem Niemiec" - podkreśliła Telewizja Polska, jeden z producentów dokumentu. W "Króliku po berlińska" nawiązano do konwencji dokumentu przyrodniczego, lektorem w filmie jest Krystyna Czubówna.
Konopka wyjaśnił, że poprzez historię o królikach chciał opowiedzieć o ludziach, stworzyć film o "gatunku homo sovieticus, czyli o ludziach ukształtowanych w komunistycznym systemie".
W "Króliku po berlińsku" połączono materiały archiwalne z współczesnymi. Te pierwsze to m.in.: sceny przedstawiające kolejne etapy budowy muru oraz życie ludzi w podzielonym mieście. Archiwalne materiały filmowe udostępniła m.in. niemiecka telewizja RBB. W scenach współczesnych wypowiadają się m.in.: byli strażnicy pełniący służbę na murze, artyści i naukowcy. Autorem zdjęć jest Piotr Rosołowski, który ponadto - razem z Konopką - napisał scenariusz filmu.
Mur berliński - system umocnień o długości 155 km, oddzielający Berlin Wschodni od Berlina Zachodniego - istniał od 13 sierpnia 1961 r. do 9 listopada 1989 r. W sierpniu 1961 r. władze NRD zamknęły przejścia do Berlina Zachodniego. Najpierw wykonano zapory z drutu, potem rozpoczęto budowę muru. Komunistyczna propaganda ogłosiła, że tworzy "mur ochronny przed faszyzmem", rzeczywistym celem przedsięwzięcia było jednak powstrzymanie ucieczek na Zachód.
Muru strzegli NRD-owscy strażnicy i żołnierze. Do ludzi próbujących sforsować mur i przedostać się na Zachód strzelano. Jak wynika z opublikowanego w tym roku wspólnego studium Federalnej Centrali Kształcenia Politycznego, Ośrodka Badań Historycznych w Poczdamie i publicznego radia Deutschlandradio, przy murze berlińskim w ciągu 28 lat zginęło co najmniej 136 osób.
"Królik po berlińsku" trafi do kin 4 grudnia wspólnie z animacją Izabeli Plucińskiej "Esterhazy". Dystrybutorem obydwu filmów jest
|
Źródło: http://film.onet.pl/0,0,2065532,wiadomosci.html |
Lider legendarnego zespołu "Ścianka" –
"Pomysł na film tak mi się spodobał, że od razu wiedziałem, że chcę wziąć w tym udział. Chciałem stworzyć coś pomiędzy muzyką do bajek rysunkowych z lat 60., które powstawały w obozie socjalistycznym a muzyką podkładaną pod filmy przyrodnicze. Wymyśliłem sobie łatwy do ogarnięcia i wszechstronny skład: flet, wibrafon oraz wiolonczelę i z takim gotowcem w głowie udałem się na spotkanie z Bartkiem Konopką i Mateuszem Romaszkanem. Reżyser i montażysta okazali się niezwykle sympatycznymi ludźmi, pełnymi wigoru i młodzieńczego entuzjazmu, jednocześnie wytrwałymi w dążeniu do celu, który sobie wyznaczyli - stworzenia arcydzieła. Bo jest film ten arcydziełem w pełnym znaczeniu słowa, które oznacza diament uparcie szlifowany o doskonałych proporcjach i wielości znaczeń, ujawniających się gdy go poobracać w palcach wytrawnego, ale i początkującego kinomana. W palcach oczu oczywiście. Okazało się, że tematyka filmu nie ogranicza się do królików a ludzie stanowią w nim więcej niż dekorację i mają swoje przygody, zatem muzyka też musiała być bardziej zróżnicowana. A więc niepokój, kwaśnawa słodycz sztucznego dobrobytu, ludzko - królicze szczęście, groza, stagnacja, alienacja, nadzieja, wreszcie upragniona wolność, która stawia nowe pytania i otwiera nowe problemy, z którą nie zawsze wiadomo co zrobić, która nie zawsze uszczęśliwia. Wszystkie te płaszczyzny musiały znaleźć swoje muzyczne odpowiedniki. Ustaliliśmy fragmenty filmu wymagające dźwiękowego komentarza z uwzględnieniem istotnych punktów narracji i rozpoczęła się moja muzyczna przygoda z berlińskimi królikami. Rozpisałem sobie na kartce kolejność odcinków muzycznych, tematykę scen i ich, że tak powiem, stopień pokrewieństwa, spakowałem sprzęt nagraniowy do golfa II i udałem się do Sopotu.
Tam, w miejscowym oddziale legendarnego studia im. Adama Mickiewicza sporządziłem zapis nutowy partii instrumentalnych. Na wiolonczeli zagrała znana z Kings of Caramel oraz projektu Cieślak i Księżniczki, czyli Tunes of Early Spring, współtwórczyni muzyki do wielu przedstawień teatralnych, niezrównana Karolina Rec. Na wibrafonie wybitny wykonawca współczesnej muzyki poważnej Paweł Nowicki, muzyk m.in. zespołów Kobiety czy Mitch and Mitch. Nazwisko flecistki jest powszechnie znane i otoczone tak wielkim szacunkiem, że nawet nie wypada mi go wymieniać. W tak uroczym gronie sesja nagraniowa pomimo niesprzyjającej pory roku była prawdziwą ucztą ducha, przyjaźni i muzyki. Próby i nagrania zajęły nam trzy dni, czyli tyle ile Bóg potrzebował na stworzenie świata, choć powszechnie sądzi się inaczej. A prawda jest taka, że na pozostałe cztery wziął chorobowe.
Następnie zarejestrowałem partie gitary akustycznej, elektrycznej, perkusjonalia, zwinąłem sprzęt i udałem się do warszawskiego oddziału studia im. Adama Mickiewicza, gdzie spotkałem się z Maciem Morettim, żywą legendą polskiej muzyki, twórcą niezliczonych konceptów muzycznych i pozamuzycznych, ojcem założycielem formacji Mitch and Mitch, kierownikiem festiwalu Weź to wyłącz, któremu mimo napiętego kalendarza udało się wykroić dwie godziny, podczas których nagrał partię perkusji w swoim niepowtarzalnym, na pierwszy rzut ucha rozpoznawalnym stylu. Rejestracje ujawnień muzycznych dobiegły końca, trzeba mi było ze smutkiem pożegnać moich muzycznych przyjaciół. Kolejne tygodnie spędziłem w podziemiach studia miksując nagrania i układając nowe formy z przygotowanych wcześniej próbek.
Rezultat moich działań przedstawiłem Bartkowi i Mateuszowi, którzy wręcz oniemieli porażeni siłą połączonych mocy muzyki i obrazu. Nie wszystko jednak pasowało idealnie, czasem odcinek muzyczny był za długi, czasem za krótki, czasem punkty zwrotne narracji muzycznej rozmijały się z narracją obrazu. Czekał mnie jeszcze tydzień wytężonej pracy. po tygodniu spotkaliśmy się ponownie, przymierzyliśmy - pasowało. I to był koniec mojego udziału w stawianiu gmachu tego dzieła, które współcześni i potomni znać będą pod imieniem "Królik Po berlińsku". Dziękuję".
Maciej Cieślak
Urodzony w 1969 roku w Gdańsku, absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku, gitarzysta i wokalista młodzieżowego zespołu muzycznego Ścianka, z którym nagrał kilka płyt oraz koncertował w kraju i za granicą. Twórca muzyki teatralnej i filmowej, ceniony producent muzyczny, właściciel legendarnego studia nagrań im. Adama Mickiewicza w Sopocie, obecnie w Warszawie na wychodźstwie.
Aktualnie pracuje nad kolejnym genialnym projektem Cieślak i Księżniczki.
Akustyczne zwiewne piosenki na głos, gitarę i trio smyczkowe wobec których nie sposób pozostać obojętnym bez względu na wiek i pleć. Zespół jest w trakcie sesji nagraniowej, zagra cztery koncerty w listopadzie a na przełomie marca i kwietnia 2010 owoce sesji ukażą się na płycie. Wydawcą będzie ekskluzywna oficyna My Shit In Your Coffee, która upubliczniła już takie perły polskiej fonografii jak ‘Secret Sister’ Ścianki czy debiut Kings of Caramel.
Źródło:http://www.polityka.pl/kultura/film/1501225,1,recenzja-filmu-krolik-po-berlinsku-rez-bartosz-konopka.read
Godzinny dokument Bartosza Konopki „Królik po berlińsku” to dowcipna, wystylizowana na oświatowy reportaż alegoria życia w systemie totalitarnym z udającym powagę, wszechwiedzącym lektorem wprowadzającym w temat (w tej roli Krystyna Czubówna). Bohaterami są dzikie króliki, które poczynając od 1961 r. osiedlały się masowo w przygranicznym pasie, oddzielającym zachodnią część Berlina od NRD. Bezpieczeństwo, brak konkurencji, względna wygoda skończyły się jednak, gdy mur postanowiono rozebrać.
Najbardziej zaskakuje w tym filmie staranny dobór archiwalnych zdjęć, ukazujących desperackie próby forsowania granicy przez rozczarowanych komunizmem obywateli Wschodu z perspektywy gryzoni – niemych świadków ich tragedii. Konwencje dokumentu przyrodniczego, baśni i kroniki historycznej, obrazującej dzieje powstania i upadku berlińskiego muru, przenikają się, tworząc zdumiewająco spójną całość. A dyskretny urok orwellowskiej satyry pozostawia widza w niepewności, czy istotnie wszystko, co ogląda na ekranie, wydarzyło się naprawdę. Niewątpliwie Konopka ma dar ironicznego opowiadania, talent wsparty umiejętnością postrzegania rzeczywistości z niecodziennej strony, co zresztą udowodnił już wcześniej, kręcąc przewrotny dokument „Ballada o kozie”.
„Królik” wygrał w tym roku konkurs polski krakowskiego festiwalu i znalazł się na tzw. krótkiej liście do Oscara w kategorii filmu krótkometrażowego (z dużymi ponoć szansami na nominację). Dopełnieniem kinowego seansu jest wdzięczna 25-minutowa animacja plastelinowa „ Esterhazy” Izabeli Plucińskiej także wykorzystująca motyw królików żyjących za murem, powstała w oparciu o książkę dla dzieci Irene Dische i Hansa Magnusa Enzensberera. W sumie kapitalna lekcja humoru, wyobraźni i najnowszej historii.
„Królik po berlińsku” został uznany za Najlepszy Film w kategorii ‘Conflict & Resolution’ na 17. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Hamptons, USA 2009.
więcej:
http://hamptonsfilmfest.org/
W piątek 9 października Amerykańska
Współtwórcą komentarza w filmie jest Michał Ogórek, oryginalną muzykę do filmu skomponował Maciej Cieślak (znany z zespołu „Ścianka”), postprodukcję obrazu zrealizowało studio valium4kids z Wrocławia z Grzegorzem Korczakiem na czele, a montażem dźwięku zajmowało się Ucho Studio – Franciszek Kozłowski.
"Królik po berlińsku" opowiada o tysiącach dzikich królików, które zamieszkiwały strefę śmierci Muru Berlińskiego. Pas ziemi między dwoma murami był jakby “stworzony" dla tych zwierząt - pełno nietkniętej trawy, drapieżniki zostały za murem, strażnicy pilnowali, żeby żaden człowiek nie “zakłócał" spokoju królików. Przez 28 lat żyły tam zamknięte, ale bezpieczne. Niestety pewnego dnia Mur runął, a króliki musiały poszukać dla siebie nowego miejsca. Film jest alegorią przybliżającą dzieje Europy Wschodniej z “króliczej" perspektywy.
Dzięki staraniom producentki Anny Wydry, wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz zaangażowaniu twórców film był pokazywany w ramach specjalnych pokazów kinowych DocuWeeks w Stanach Zjednoczonych kwalifikujących do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. "Królik po berlińsku" został pokazany w sekcji dokumentów krótkometrażowych wśród 9 innych tytułów wybranych z całego świata. Pokazy te organizowane są corocznie przez International Documentary Association (IDA) w kinach w Los Angeles i Nowym Jorku.
Do kategorii Krótkometrażowy Film Dokumentalny zgłoszono w tym roku 37 tytułów, 8 znalazło się na liście skróconej, ale nominacje otrzyma od trzech do pięciu tytułów (w zeszłym roku były to 4 filmy). Nominacje do Oscara poznamy 2 lutego 2010 roku, 7 marca odbędzie się wręczenie nagród. Nominacje i ostatecznie statuetkę w tej kategorii otrzymuje reżyser i producent filmu. W przypadku „Królika po berlińsku” byliby to
Pełna lista kandydatów do Oscarów 2010 w kategorii Krótkometrażowy Film Dokumentalny:
"
Producent: Downtown Community Television Center, Inc.;
"The Last Campaign of Governor Booth Gardner"; reż. Daniel Junge
Producent: Just Media;
"The Last Truck: Closing of a GM Plant"; reż. Steven Bognar i Julia Reichert
Producent: Community Media Prods; USA
"Lt. Watada"; reż. Nina Rosenblum
Producent: Chanlim Films;
"Music by Prudence"; Roger Ross Williams
Producent: iThemba Prods.;
"Rabbit a la Berlin"/"Królik po berlińsku"; reż. Bartek Konopka
Producent: MS Films
"Tell Them Anything You Want: A Portrait of Maurice Sendak"; reż. Lance Bangs, Spike Jonze
Producent: Outside Prods.;
"Woman Rebel"; reż. Kiran Deol
Producent: Women Rebel Films; Nepal/ USA
W tej kategorii polska kinematografia ma spore osiągnięcia. Nominacje do Oscara otrzymał m.in. Marcel Łoziński za "89 mm od Europy" oraz Hanna Polak i Andrzej Celiński za "Dzieci z Leningradzkiego".
Na 13. Międzynarodowym Festiwalu Filmów Przyrodniczych im. Włodzimierza Puchalskiego, Łódź 2009, Królik odebrał Nagrodę Specjalną Jury.
Więcej:
Festiwal Filmow Fabularnych w
WFO – W.Puchalski Nature
Vilnius IDF, Litwa, październik 2009
Cinéma Verité IDF Tehran, Iran, pażdziernik 2009
2morrow FF
Hamptons IFF,
Festiwal Sztuki Reportażu Camera Obscura, Bydgoszcz, Polska, październik 2009
Prix Europa, Berlin, Niemcy; październik 2009
DMZ Korean Int. Doc Festival, Korea Południowa, Październik 2009
DOK Leipzig, Lipsk, Niemcy, październik 2009
Jihlava IFF, Ihlava, Czech Republic; listopad 2009
Na fali festiwalowych sukcesów polsko-niemiecki film dokumentalny Królik po berlińsku / Rabbit à
Dzięki staraniom producentki Anny Wydry, wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz zaangażowaniu twórców (m.in. Matusza Romaszkana, Grzegorza Korczaka, Franciszka Kozłowskiego, Macieja Cieślaka, Joanny Skalskiej i Alicji Kizińskiej) film będzie pokazywany w ramach specjalnych pokazów kinowych DocuWeeks™ w Stanach Zjednoczonych kwalifikujących do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Królik będzie pokazany w sekcji dokumentów krótkometrażowych (do
DocuWeeks™ organizowane są od 1997r.. Przez ostatnie 12 lat działalności, pokazano 133 tytułów, zarówno krótko-, jak i długometrażowych dokumentów, 16 z nich zostało nominowanych, a 7 nagrodzonych Oscarem®.
Spośród ostatnio nagrodzonych, należy wymienić: Smile Pinki (2008), Man on Wire (2008), Taxi To The Dark Side (2007) i The Blood of Yingzhou District (2006), a wśród nominowanych m.in.The Betrayal, War/Dance, Salim Baba i Sari’s Mother.
DocuWeeks™ trwają od 31 lipca do 20 sierpnia. Królik zostanie pokazany w trakcie drugiego tygodnia pokazów w Nowym Yorku, pomiędzy
Terminarz pokazów:
7 sierpnia, 16:47
8 sierpnia, 18:37
9 sierpnia, 20:32
10 sierpnia, 16:47
11 sierpnia, 18:37
12 sierpnia, 20:32
13 sierpnia, 13:22
więcej:
www.documentary.org/docuweeks09
powiązane artykuły:
http://mediadecoder.blogs.nytimes.com/
http://www.indiewire.com/article/2009/07/06/28_films_to_vie_for_oscar_consideration_at_docuweeks/
Aż dwie nagrody 49. Krakowskiego Festiwalu Filmowego powędrowały w łapki Królika: Grand Prix, czyli Złoty Lajkonik oraz nagroda dla Najlepszego Producenta Filmów Krótkometrażowych i Dokumentalnych – Anny Wydry!
Cztery festiwale za nami i już cztery nagrody! Wcześniej Królik został doceniony na festiwalu Planete Doc Review i Hot Docs Toronto. Trzymamy kciuki za ciąg dalszy!
więcej: http://www.krakowfilmfestival.pl/blog/czytaj/news/40
Królik po berlińsku zostanie pokazany w konkursie polskim podczas 49. Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Festiwal zaczyna się 29 maja i potrwa do 4 czerwca.
Pokazy:
Data: 29 maja 2009
Czas: 11h
Miejsce: Kino Mikro
Data: 2 czerwca 2009
Czas: 21h
Miejsce: Kino Kijów
Źródło: http://www.newsweek.pl/artykuly/bartka-konopki-przepis-na-„krolika-po-berlinsku”,39777,1/print
Dokument „Królik po berlińsku” na festiwalu Hot Docs w Toronto został uznany za najlepszą produkcję w kategorii średniego metrażu. Zdobył też Nagrodę Magicznej Godziny na ostatnim Planete Doc Review w Warszawie. O filmie rozmawiamy z jego reżyserem, Bartkiem Konopką.
Skąd pomysł, by pokazać historię muru berlińskiego poprzez opowieść o zamieszkujących go dzikich królikach?
- O tych królikach wiele lat temu opowiedział nam, czyli Piotrowi Rosołowskiemu (autor zdjęć do filmu – przyp. red.) i mnie,
A jak króliki w ogóle znalazły się w obrębie muru?
- Jest kilka hipotez na ten temat. Jedna mówi, że w nocy z 13 na 14 sierpnia 1961 roku po prostu „zamurowano” je na jakiejś łące, na której mieszkały. Inna twierdzi, że króliki przedostawały się na pas ziemi między ścianami muru, podkopując się pod ogrodzeniem. Ciągnęły tam zwabione zieloną trawą i nieobecnością drapieżników.
Liczyły na święty spokój w tzw. strefie śmierci?
- Tak jakby. Może wiedziały, że strażnikom pilnującym muru nie wolno było do nich strzelać. W tym przypadku króliki były w znacznie lepszej sytuacji niż ludzie, którzy próbowali przedostać się przez zapory. Do nich strzelano bez pardonu. Ale i króliki swoje przeszły. Na przykład, gdy na wizytację muru miał przyjechać Honecker, to wysypywano im trutkę. Ten króliczy raj miał więc i ciemne strony.
Może dlatego z czasem niektóre osobniki zaczęły robić podkopy pod zachodnią pierzeją ogrodzenia?
- Może. W każdym razie po upadku muru większość królików przeniosła się do zachodniej części Berlina. Choć nie jestem pewien, czy ten wybór podyktowany był względami ideologicznymi.
A jak się panom udało dotrzeć do tylu archiwalnych zdjęć?
- Tak naprawdę tych materiałów dokumentalnych z udziałem samych królików było niewiele. Wystarczało ich ledwie na parę minut projekcji. Szczerze mówiąc, gdybyśmy wcześniej wiedzieli o tym, że z archiwaliami jest tak krucho, w ogóle nie zabieralibyśmy się do tego filmu. No ale jak już zaczęliśmy, to chcieliśmy go skończyć. Mieliśmy różne koncepcje i przez jakiś czas kręciliśmy się w kółko. Wszystko ruszyło z miejsca, gdy wpadł mi do głowy pomysł, by zrealizować nasz dokument w konwencji filmu przyrodniczego, który byłby jednocześnie rodzajem alegorii politycznej. Zaczęliśmy więc układać historię królików według historii NRD. Od tego momentu pracowaliśmy nad scenariuszem nie tylko z Piotrkiem Rosołowskim ale i z Anną Wydrą, naszą producentką, oraz z Mateuszem Romaszkanem, montażystą. Oni są prawdziwymi współautorami filmu i całej koncepcji – pracowaliśmy w teamie, jak przystało na króliki.
Z komentarza czytanego przez Krystynę Czubównę możemy się dowiedzieć, że w pewnym momencie zrozumiały one, że zamknięto je dla ich własnego dobra. Homo sovieticus się kłania…
- Na początku lat 60. we Wschodnich Niemczech uwolniono gospodarkę, utworzono nowe miejsca pracy, zatrzymano wzrost cen. Enerdowska propaganda wmawiała ludziom, że to wszystko dzięki murowi. I wielu ludzi dało się omamić. Nawet intelektualiści sami siebie przekonywali, że istnienie muru ma i dobre strony. Że niby we własnym gronie łatwiej się rozliczyć ze swoich spraw. Później myślano już inaczej.
Ponoć w filmie „grają” nie tyko króliki z Berlina.
- Staraliśmy się obejrzeć wszystkie filmy, które w taki czy inny sposób dotyczyły muru. Kopiowaliśmy z nich niektóre ujęcia i braliśmy do naszego dokumentu. Na jego końcu zamieściliśmy zresztą całą listę wykorzystanych przez nas tytułów. Najwięcej jednak problemów mieliśmy z ujęciami nietypowymi, a więc takimi, które oddawałyby niejako króliczy punkt widzenia na mur. Znaleźliśmy je dopiero w dokumencie przyrodniczym o pewnej szkockiej wyspie, którą opuścili ludzie, a gdzie pozostali sami pobratymcy naszych bohaterów. Ponieważ zwierzęta żyją na wyspie same, są zrelaksowane i nie ukrywają niczego przed kamerą, nie boją się ludzi, tak jak np. dzisiaj króliki
Na szczęście szkockie króliki nie noszą kiltów, trudno się więc zorientować Czy film pokazywany był już w Niemczech?
- Nie, jeszcze nie, bo chcemy, by znalazł się na festiwalu w Lipsku, będącym najważniejszym przeglądem dokumentów w Niemczech. Odbywa się on w październiku i do tej pory – takie są festiwalowe wymogi – „Królik po berlińsku” nie powinien mieć żadnych oficjalnych pokazów na terenie Niemiec. Sami zresztą jesteśmy ciekawi przyjęcia. Niemcy zrobili wiele dokumentów o murze berlińskim, ale wszystkie w tonie serio. Ujęcie tematu niepozbawione przewrotności, ironii i humoru może się okazać się dla niemieckiego widza bulwersujące. Muszę od razu dodać, że niemieccy współproducenci filmu, a były to telewizje MDR, RBB i ARTE, w niczym nas tutaj nie krępowali. Ba, być może liczyli nawet, że nasz film będzie jeszcze bardziej prześmiewczy.
Dzisiejszy los królików zamieszkujących berlińskie parki, a będących potomkami tych z muru, raczej nie jest godny pozazdroszczenia.
- Tak, odławia się ich 300 – 400 sztuk rocznie, bo traktuje się je jako szkodniki . Króliki kopią nory, w które wpadają ludzie i łamią sobie nogi, roznoszą też choroby, bo nieustannie muszą walczyć ze szczurami o byt. Miasto co jakiś czas nasyła więc na nie myśliwych, którzy chwytają je w sieci.
Co się z takimi złapanymi królikami dzieje potem?
- Myśliwy, który występuje w naszym filmie, mówił, że wypuszcza je w lesie albo przekazuje różnym placówkom na potrzeby badań. Ale chyba nie mówił prawdy. Wiadomo przecież, że na królikach od dawna nie przeprowadza się już żadnych eksperymentów. Później się dowiedzieliśmy, że ten „nasz” myśliwy ma zakład wypychania zwierząt. W witrynie jego zakładu pośród innych eksponatów można było zobaczyć i króliki.
Nic dziwnego, że niektóre króliki popadają w … nostalgię.
- W apatię na pewno.
Źródło: www.filmweb.pl/WYWIAD+Bartek+Konopka+o+berli%C5%84skich+kr%C3%B3likach,News,id=51596
To pytanie padało już pewnie dziesiątki razy, lecz na początku może być chyba nieco banalnie, prawda? A zatem, skąd pomysł na film, skąd wzięły się króliki?
Na jednym ze spotkań w szkole filmowej Andrzeja Wajdy, Marcel Łoziński opowiadał o swoich niezrealizowanych projektach, mówił o królikach, i tak o tym opowiadał jak o jakimś science fiction. Z tego, co słyszał, są dwa mury, a pomiędzy tymi murami rosła zielona trawa, a po niej biegały tysiące białych królików. Tworzy się z tej opowieści pewien obraz, przemawiający do wyobraźni, obraz nieco surrealistyczny. I tak wtedy pomyślałem – jaki to jest pomysł! A potem w 1989 jak padał mur, to wszyscy interesowali się ludźmi, kamery skierowane były na górę a na dole przecież odbywał się ten inny, szczególny exodus. I według Łozińskiego to też było ciekawe, a może nawet bardziej znaczące…
A potem?
Piotr Rosołowski pojechał na stypendium do Niemiec, szukał tematu na dokument, i przypomniały mu się króliki… Zawsze zresztą pociągały nas takie zaskakujące pomysły, żeby coś inaczej opowiedzieć, poszukać nowego języka w dokumencie. I wydawało się, że można ten absurdalny pomysł z królikami i murem pokazać z takiej perspektywy, która jeszcze bardziej wydobędzie ten absurd.
Zawsze szukamy takiej "perspektywy kosmity", może trochę na podobieństwo tej, którą w swoich filmach stosuje Herzog, to jest dla mnie fascynujące. Poza tym, okazało się, że historia z królikami jest o wiele bogatsza niż sądziliśmy.
Jak wyglądał proces doboru rozmówców do filmu?
Było ciężko. Najpierw w ogóle nie było pieniędzy na ten projekt, na poszukiwania. Trafiliśmy do Fundacji Nipkowa, z której dostaliśmy stypendium na trzy miesiące na nasze przygotowania, jeszcze przed realizacją, przez Fundację zetknęliśmy się też z researcherką Elwirą Niewierą, która nam bardzo pomogła.
Zatem, najpierw znaleźliśmy artystów, którzy występują w filmie oraz Karlę Sachse, która jest autorką odlewów królików na Chausseestrasse. Ale wiedzieliśmy, że nie możemy filmu zbudować na samych artystach. Szukaliśmy dalej, rozmawiając z ludźmi, oglądaliśmy filmy, daliśmy nawet ogłoszenie do gazet berlińskich, że szukamy ludzi, którzy mieszkali przy murze i pamiętają coś w związku z królikami. No, ale nikt się nie zgłosił. Zgłaszały się natomiast osoby, które w ogóle mieszkały w pobliżu muru i trafiały się drobne historie… Krok po kroku, prowadziliśmy nasze poszukiwania. I film powstawał z takich ułamków, kawałków opowieści, fragmentów.
Do Rolanda (strażnika) też dotarliśmy i to było szczęście, bo niewielu strażników chce występować w filmach. Nie widział problemu w tym, by opowiadać o królikach, które pamiętał. Hagen Koch na przykład, ciekawa postać (taka "gwiazda muru", pisze o nim Anna Funder w "Stasiland"), ma w domu coś w rodzaju prywatnego archiwum muru, różne rekwizyty, zdjęcia – reagował tak, że jeśli robimy film o królikach a nie o ludziach, to w ogóle nie ma szans, żeby on wystąpił w filmie…
Ale przecież ten film będąc o królikach jest o ludziach…
Tak, ale bardzo ciężko komuś tak to wytłumaczyć w rozmowie, komuś kto nie widział filmu. A jeszcze szczególnie właśnie Niemcom, którzy są dość wrażliwi na tym punkcie. Mają duży ruch ofiar muru, byliśmy na kilku takich spotkaniach, i na nich nawet nie wspominaliśmy o filmie, obawialiśmy się, że punkt widzenia przyjęty w filmie mógłby być problemem…
I co dalej z filmem?
W czasie realizacji zaczęliśmy się chwytać różnych rzeczy, podejmowaliśmy rozmaite próby, szukaliśmy nawet "ludzkiego" bohatera, podjęliśmy też próbę opowiedzenia filmu jako bajki… Montażysta zauważył jednak, że są takie ujęcia w filmach, które widzieliśmy, w których nie ma ludzi, żołnierzy. Pojawiła się podobna sytuacja jak w przypadku "Ballady o kozie", kiedy to zwierzęta patrzą na ludzi, i co to dla nich znaczy. Wtedy się okazuje, jakie dziwne rzeczy właściwie robimy jako ludzie.
I to jest ciekawe wyzwanie, trzeba bardzo konsekwentnie montować cały film, poza tym wpadłem na pomysł, że ten film może być dokumentem przyrodniczym, czytanym przez Czubówną, że to będzie dokument przyrodniczy o socjalizmie jak o zjawisku przyrodniczym. Króliki mają cechy, które pasują do socjalizmu, są bardzo socjalnymi zwierzętami. Czuliśmy, że te króliki są ważne. Chcieliśmy je pokazać ciepło, tak, że nie da się podmienić ich na coś innego. Poczuliśmy, że to może być to. Ale tylko początek filmu taki faktycznie jest, potem już zaczyna się zabawa z widzem…
Co było najtrudniejsze, był jakiś moment zwątpienia?
Takich momentów było mnóstwo, do końca nie wiedzieliśmy, czy ten film się sprawdzi. Czuło się, że to fajny pomysł, ale czy on wystarczy na 50 minut? Jest to alegoria, ale przecież ona nie obejmuje za dużo, choć to znowu taka alegoria polityczna, nie tylko na ludzi, ale też na system, na sposób myślenia...Brnęliśmy więc dalej uparcie w film, "oczyszczaliśmy", redukowaliśmy wciąż komentarz, żeby nie zostało powiedziane zbyt wiele...
Powiedziane…czy dokumentalista powinien być obserwatorem czy komentatorem rzeczywistości?
Myślę, że to zmienia się z czasem. "Ballada o kozie" to był klasyczny, obserwacyjny dokument, ale z "ciągotami fabularnymi". Ale generalnie, jeszcze cztery lata temu, chciałem robić klasyczne dokumenty, uważałem, że siła dokumentu to prawdziwi ludzie i niezwykłe sytuacje, które się zdarzają, ale potem zaczęło się to dla mnie zmieniać…Niesamowite są te dokumenty, gdzie wymyśla się tylko temat, albo gdy odtwarzamy jakąś historię…Dokument może być znacznie bardziej poezją niż fabuła, może być o wiele ciekawszą formą ekspresji niż fabuła.
Czyli potencjał dokumentu jest większy?
Tak, choć wiadomo, że i fabuła ma swoje zalety i dokument ma swoje zalety, ale ja natomiast czuję większą bliskość z dokumentem, sympatię. To jest nieodkryty, przynajmniej w Polsce jeszcze, obszar nieskrępowanej swobody. Dokument to może być coś bardziej kreatywnego niż fabuła, gdzie w momencie wejścia na plan jest się poddanym tak wielu naciskom…
Te filmy, które mi się teraz podobają, to te z zaskakującymi pomysłami, o człowieku, który popełnia samobójstwo w lesie, albo o dwóch alterglobalistach, filmy Herzoga, Seidla… Z jednej strony interesuje mnie szukanie nowego języka, pomysłu, a z drugiej strony prawda i coś nieoczekiwanego, spontanicznego.
Pozostańmy chwilę przy inspiracjach, czy wśród polskich dokumentalistów mógłbyś wskazać jakichś swoich mistrzów?
Najbliżej mi do Marcela Łozińskiego. Jest taki pokorny, skromny wobec ludzi, etyczny, ale przy tym, wiele jego filmów balansuje na granicy. Poza tym jego filmy biorą się z pomysłów właśnie. Często te pomysły są bardzo odważne, wyraziste. Jego filmy mają pomysł, szaleństwo w sobie, nie ma tam przypadkowych elementów, te filmy się też tak bardzo przez to nie starzeją.
Tomasz Wiszniewski
Wiszniewski też jest wyjątkowy zupełnie, fascynujące są jego filmy, tylko jemu czegoś brakuje. Na przykład Łoziński porusza bliższe nam sprawy a Wiszniewski to raczej już czysta twórczość, co może nie być poruszające dla wielu ludzi. Dziworski też, to popis realizatorski, ale właśnie też czegoś tu brakuje, tak jak u Wiszniewskiego – brakuje tego wejścia w człowieka, zainteresowania człowiekiem.
A wracając do "Królika…", czy pamiętasz w ogóle upadek muru berlińskiego, relacje telewizyjne?
Upadku muru nie pamiętam, ale pamiętam dobrze wybory czerwcowe, czyli to jednak nasza perspektywa na historię… To było takie ożywienie, nadzieja u ludzi, te plakaty "w samo południe"… Nie weszliśmy
Taki surrealizm?
No właśnie.
Jak myślę o historii w kinie, to "Królik po berlińsku" jest wyjątkowo nieheroiczny…
Ja tak czuję, że robienie filmów to jest jakaś misja. Jeśli za pomocą mego filmu pomogę jednemu, dwóm bohaterom, jak w przypadku "Ballady o kozie", gdy dla tych ludzi to wiele znaczyło i film coś zmienił w ich życiu, nawet na chwilę – to misja i warto to robić.
Nie lubię filmów, które są tylko emanacją autora. Film ma być misją, to szukanie w małym świecie wielkich spraw. Jeśli wydaje się pieniądze na coś, to powinno to dać ludziom do myślenia, poruszyć, pokazać świat, o którym nie wiemy, pokazać jak inni myślą, czują, to już jest dużo.
A "te króliki" są też rodzajem credo, to pierwszy nasz film historyczny, lecz nie o bohaterach, ale o ludziach, którzy są zwykłymi zjadaczami chleba, którzy martwili się o własne poletko i szukali normalności w nienormalnym świecie. Ja sam jestem takim człowiekiem, takich ludzi znam, i tacy ludzie najbardziej mnie interesują. To są moli ludzie, o nich mogę opowiadać.
Marta Brzezińska
Królik wygrał tym razem festiwal 6. Planete Doc Review w kategorii filmów średniego metrażu – Magic Hour. Jury w uzasadnieniu podkreśliło „oryginalny pomysł i szczególne poczucie humoru w przedstawieniu bardzo ważnego historycznego momentu, który zmienił losy wielu ludzi… a nawet zwierząt“.
Źródło: www.mojeopinie.pl/podazaj_za_berlinskim_krolikiem,3,1242425598
Podążaj za berlińskim królikiem...
Tradycyjnemu krakowskiemu festiwalowi dokumentów wyrosła nie lada konkurencja – twrający 10 majowych dni
Projekcjom filmu „Wiek głupoty” (Wielka Brytania 2009, reż. Franny Armstrong) w sobotni wieczór 9 maja towarzyszyły gorące debaty o związkach polityki i ekologii, organizowane przez Krytykę Polityczną w 10 miastach. Socjologowie, dziennikarze, filozofowie, publicyści, ekologowie zastanawiali się bliskimi związkami natury i człowieka, nad organizacją świata, w którym sprawuje on władzę. Inspiracją i punktem wyjścia dyskusji była książka francuskiego filozofa i socjologa Bruno Latoura „Polityka natury” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009). Nawet żaba jest polityczna, twierdzili organizatorzy, przypominając słynną obronę torfowisk w dolinie Rospudy, uznając zwierzęta, lasy, a nawet bakterie za podmioty polityczne. „Zrezygnujmy w ogóle z pojęcia natury – zachęcał w książce Latour – Ponieważ tego, co z natury, nie da się oddzielić od tego, co pochodzi od człowieka”.
Podobnie myślą autorzy jednego z ciekawszych festiwalowych filmów, pokazywanych podczas cyfrowego weekendu, reprezentanta sekcji „M(a)u(e)r – Rewolucja 1989 roku w polskim i niemieckim filmie dokumentalnym”, który podczas festiwalu ubiegał się o Nagrodę Magicznej Godziny. „Królik po berlińsku” (Mauerhase, 2009) to koprodukcja polsko-niemiecka, nakręcona przez znany już publiczności duet:
Autorzy (absolwenci Mistrzowskiej Szkoły Andrzeja Wajdy) znani są z nagrodzonej główną nagrodą w międzynarodowym konkursie 2 edycji Planete Doc Review w 2004 roku „Ballady o kozie”. To historia kilku polskich rodzin, mieszkających w gminie Świdnica, które w ramach pomocy społecznej otrzymały kozy. Każda rodzina na swój sposób przeżywa perypetie, związane z tym prezentem. W nowym filmie Konopki i Rosołowskiego w centrum zainteresowania znalazły się nie kozy, a króliki i to nie byle jakie, bo berlińskie.
„Królik po berlińsku” to trochę zabawna, trochę gorzka trawestacja ludzkiego losu, opis wydarzeń historycznych, związanych z budową i zburzeniem berlińskiego muru z punktu widzenia... królików. To zbudowany z archiwalnych zdjęć, fragmentów kronik filmowych, wywiadów z mieszkańcami Berlina i własnych obserwacji kolaż, podszywający się pod typowy film przyrodniczy, służy temu sposób narracji i bardzo charakterystyczny dla tego gatunku głos lektorki. Berlińskie króliki były zjawiskiem niecodziennym w skali światowej, stały się symbolem miasta, zbiorowym bohaterem przewrotnego, absurdalnego mitu, podobnie jak sam berliński mur.
Króliki, zaraz po II wojnie światowej zamieszkujące Plac Poczdamski, zostały uwięzione w pasie pomiędzy dwoma murami, okalającymi Berlin Zachodni. Nie mogąc wydostać się z pułapki, stworzyły modelową, wyspiarską, żyjącą w harmonii ze strażnikami muru społeczność, bezwiednie podporządkowaną totalitarnemu systemowi, który ją (dla nich przez przypadek) zbudował. Przez dekady królicze losy składały się na historię, która idealnie dopasowała się do historii niemieckiego narodu. Która pozwala ze zrozumieniem spojrzeć na życie szarych (dosłownie) mieszkańców republiki, starających się przetrwać i za każdym razem dostosować do zmiennych warunków, narzucanych przez bezwzględną Historię, co jednostkę ma za nic. Wcale nie heroiczni, nieco zagubieni, niezbyt chętnie analizujący swoją sytuację, bohaterowie filmu wyposażeni są jednak w instynkt, który mimo jednostkowych ofiar nie pozwoli wyginąć społeczności. To naprawdę widowiskowe. Po zburzeniu muru króliki znowu pojawią się w miejskich parkach i przydomowych ogródkach, znowu jako zwyczajne szkodniki. Pozbywszy się symbolicznego ciężaru trawestacji przejdą przemianę. Już nie podmioty polityczne, a zwierzęta, po których pozostanie pamięć, tu i tam zdobiąca miasto swoimi znakami.
W związku z przypadającą na ten rok 20. rocznicą obalenia muru berlińskiego film ma szansę stać się głośnym wydarzeniem w Niemczech i w całej Europie. „Królik po berlińsku” weźmie udział w konkursie polskich dokumentów podczas 49. Krakowskiego Festiwalu Filmowego (29 maja – 4 czerwca 2009).
Źródło: tutaj
Słów kilka o "Króliku po berlińsku" i poniedziałkowej debacie
Wczoraj zaprezentowaliśmy wideo-relację z debaty o 1989 roku, do której wstępem był dokument "Królik po berlińsku". Dziś pora powiedzieć kilka słów o filmie jak i o samej debacie.
"Królik po berlińsku", najnowszy film Bartka Konopki, prezentowany był wczoraj przy pełnej widowni. Zachwycona publiczność nagrodziła twórcę wraz z zespołem realizatorów gromkimi brawami. Czy zasłużenie? Film trwa mniej niż godzinę, złożony jest z ujęć, jeśli nie znanych, to z pewnością nie zaskakujących, wypowiadają się tu mieszkańcy Berlina Wschodniego i Zachodniego, eksperci, żołnierze pełniący niegdyś służbę w pasie granicznym. To film o murze berlińskim okalającym wyspę Berlina Zachodniego, a to przecież naprawdę nic nowego, przynajmniej na polu niemieckiego kina dokumentalnego.
A jednak – to pierwszy film dokumentalny o murze berlińskim posługujący się konwencją... filmu przyrodniczego. Pierwsze ujęcia przedstawiają, rzecz jasna, tytułowe króliki. Stopniowo kamera przechodzi od detalu, zarysu oka, sierści aż po plan pełny, w którym widać tu i tam sympatyczne, kicające zwierzątka i zza kadru nagle rozbrzmiewa znany głos – oczywiście, czyta Krystyna Czubówna. Nie, tego nikt się nie spodziewał, tego zdecydowanie jeszcze nie było. Ale czy tak wolno, czy aby należy? Przecież chodzi o temat poważny a tu – króliki.
I co miał mur do królików? Otóż, to bardzo proste. Mur berliński był architektoniczną konstrukcją składającą się z kilku elementów, przede wszystkim sam mur to były raczej dwa mury wzmocnione zasiekami i zaporami przeciwczołgowymi, oddzielone od siebie pasami zieleni i ziemi. Przestrzeń między murami oświetlona była latarniami, poddana nieustannej kontroli patrolujących żołnierzy z psami. W momencie powstania muru króliki zostały niejako schwytane w tę przestrzeń, zamknięte w niej jak
Króliki są niekwestionowanymi bohaterami filmu, mamy mnóstwo ujęć prezentujących przeróżne aspekty ich życia, jednak historia o królikach jest rodzajem metafory, która daje się zinterpretować jako historia o podzielonym Berlinie a może bardziej jako opowieść o Niemczech Wschodnich, o życiu w NRD. Początkowo ta metafora się nie jest oczywista, ale komentarz zza kadru nie pozostawia wątpliwości, że ten króliczy punkt widzenia to przecież ludzka perspektywa. Bo cóż znaczy, że króliki "sądziły, że je tu zamknięto dla ich własnego dobra" albo skomponowanie ujęć przedstawiających Ericha Honeckera z komentarzem, że to "gospodarz łąki królików", i że "króliki były jego oczkiem w głowie"?
Film daje się znakomicie odczytywać łącząc dwie perspektywy widzenia tak nierozłączne, oświetlające się wzajemnie, że w jasny sposób opowieść o królikach staje się opowieścią o totalitarnym systemie, o zniewoleniu, absurdzie władzy. Dzięki nowemu kontekstowi bezsens, okrucieństwo i nieludzkość systemu są widoczne ostro jak nigdy dotąd.
Film jest przy tym tak zabawny, błyskotliwy, przewrotny a przy tym wydaje się doskonale wyważony. I choć interpretacja filmu pociąga za sobą jednocześnie decyzję o przyjęciu tezy o paralelności konkretnych losów ludzkich i zwierzęcych, to jest ona na gruncie tego medium i formy szalenie oryginalną oraz subtelnie proponowaną. Śmiech,, zaskoczenie, przerażenie, wzruszenie – Konopka gra na uczuciach widzów z pewnością wirtuoza.
Integralną częścią filmowego pokazu była debata "Sztuka filmowa a wydarzenia 1989 roku", w której udział wzięli: Andrzej Wajda, Maciej Drygas, Thomas Frickel i autor zamieszania z królikami - Bartek Konopka. Debatę, jednocześnie transmitowaną przez Program III Polskiego Radia, poprowadził Ryszard Jaźwiński.
Temat przewodni debaty w interesujący sposób poprowadził uczestników meandrami swych rozległych kontekstów, i w jakiś sposób a może na szczęście (przynajmniej dla mnie) zagadka relacji: kino a wydarzenia historii najnowszej, symbolizowanej przez rok 1989 – nie została rozwiązana. Jednak, to z pewnością nie było spotkanie nieudane, anegdoty sypały się jak z rękawa, goście wchodzili z sobą w polemiki, zastanawiając się nad wartością kina, nad przemianami medialnymi, przeżywaniem opowiadanych przez kino historii, zmianami w opisywaniu filmowych wydarzeń, co chwilę wracając do filmowych królików z Berlina, które były wciąż pewnego rodzaju punktem odniesienia.
Reżyser niemiecki Thomas Frickel próbując odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dotąd Niemcy nie podjęli takiej perspektywy, którą wyzyskuje Konopka, tłumaczył, że dotąd w centrum zainteresowania niemieckich filmowców byli głównie ludzie i ich losy. Może to być też związane z przyjętym modelem realizacji filmowej lub kwestią postrzegania NRD z perspektywy Niemiec Zachodnich, naznaczonego pobłażliwością. Ponadto sądzę, że nie należy zapominać, że spojrzenie polskiego reżysera na mur berliński jest do pewnego stopnia spojrzeniem niezaangażowanym.
Andrzej Wajda rozpoczynając swoje refleksje od sformułowania z właściwą sobie błyskotliwą ironią, uwagi: "nie widzę takich aktorów jak te króliki", tłumaczył, czym jest i jak oddziałuje kino, jak zmienia się jego społeczny odbiór w zależności od historyczno-politycznego kontekstu. Maciej Drygas niejako nawiązując do roli kina, wspomniał, że aby obejrzeć "Człowieka z marmuru" przyjechał z Moskwy, gdzie studiował w szkole filmowej, aż do Warszawy. Dziś chyba raczej próżno szukać tak oddanych kinomanów.
Pomimo uczestniczących w debacie znakomitych gości zdziwił mnie brak w panelu dyskusyjnym krytyków filmowych zainteresowanych filmami o najnowszej historii czy sztuką dokumentu, czy też raczej brak krytyków filmowych w ogóle. Zabrakło też tego, co według mnie najważniejsze – udziału zgromadzonej na widowni publiczności. Publiczność bowiem zdecydowała się na kontynuowanie rozmów o kinie w mniej formalnej atmosferze, delektując się smakowitościami cateringu przygotowanego z okazji filmowej premiery. Jakie wnioski pojawiły się w wyniku połączenia smaku świetnego kina ze zmysłowością bufetu – nie mam pojęcia.
Źródło: http://film.onet.pl/0,0,1557796,1,3322,artykul.html
|
"Królik po berlińsku", czyli opowiedzieć o komunizmie 20 lat po jego upadku
|
|
Na festiwal filmowy Planete Doc Review niełatwo się dostać. Popularność tej imprezy przekracza jakiekolwiek oczekiwania. Kolejki przy kasach, rezerwacje biletów, tłumy w salach kinowych. To dowód na to, że telewizyjne, serialowe "bajki" nie zaspakajają naszej potrzeby wiedzy o świecie oraz o tym, jaki był w przeszłości.
|
Autor:
Źródło: http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=39266&sekcja=recenzja&ri=6133
Sprawa wydaje się prozaiczna. Pomiędzy dwoma murami dzielącymi wschodni i zachodni Berlin po II wojnie światowej żyła ogromna populacja królików, żyła przez większą część czasu w spokoju, a to oznacza, że miała idealne warunki do egzystencji. Bezgłośni świadkowie trudnych czasów.
Historia berlińskich królików to oczywiście tylko przyczynek by raz jeszcze spojrzeć na tamte ponure czasy. Opowiadając w dość lekkim tonie o losie zwierząt, tak naprawdę oglądamy ponurą historię muru berlińskiego. Berlin przez wiele lat był, bowiem największym świadectwem istnienia żelaznej kurtyny i jej wpływu na całą Europę. A króliki?
Były one w tamtych czasach czymś bardzo oczywistym i nawet niespecjalnie ważnym. W filmie Konopki o królikach opowiadają m.in. strażnicy berlińskiego muru oraz ludzie, którzy zauważyli i dla których króliki były w tamtych czasach ważne. Stały się te zwierzęta w pewnym momencie także symbolem podziału Niemców w Berlinie. Najsmutniejszy to element historii. Zachodni Niemcy zaczęli dostrzegać los królików. Pojawiły się specjalne imprezy poświęcone królikom, zwierzęta te uwieczniano w różnego rodzaju przedsięwzięciach artystycznych. Niedługo czekać trzeba było na konsekwencje takiego postępowania. Przywódca niemieckich komunistów postanowił pozbyć się zwierząt, tak niebezpiecznych dla socjalistycznego ustroju.
Króliki przetrwały, stając się także świadkiem zburzenia muru, ale ich historia w Berlinie toczyła się dalej, a zwierzęta zyskały innego wroga. Kilka milionów zwierząt uznano za plagę dla miasta, co niestety miało znaczenie dla przyszłości zwierząt. Symbol berlińskiego podziału wyszedł ze swojej bezpiecznej enklawy i ruszył w miasto…
"Królik po berlińsku" podąża śladem "Ballady o kozie". Oba filmy opowiadają historię z perspektywy zwierząt i to one tutaj mają najwięcej do powiedzenia. Konopka konstruuje swoje filmy w sposób podobny. Mamy bowiem do czynienia z tematem bardzo trudnym, ale opowiedzianym w sposób bardzo ciepły, bo z punktu widzenia zwierząt. Taki przekaz powinien trafić do widzów znacznie łatwiej niż tradycyjne dokumenty pełne gadających głów.
Autor: Krzysztof Spór
Polska premiera Królika po berlińsku będzie miała miejsce podczas festiwalu PLANETE DOC REVIEW w Warszawie w konkursie filmów godzinnych „The Magic Hour”. PDR prezentuje selekcję najwybitniejszych filmów dokumentalnych ostatnich 18 miesięcy z całego świata oraz sekcje tematyczne powiązane z panelami dyskusyjnymi.
Pokazy:
Data: 11 maj - PREMIERA
Czas: 19:45
Miejsce: sala 7, Kinoteka, PKiN
Data: 17 maja
Czas: 13.45
Miejsce: sala 7, Kinoteka, PKiN
W czasie festiwalu, reżyser
Data: 11 maja
Czas: 20:45
Miejsce: sala 7, Kinoteka, PKiN
więcej: www.docreview.pl
Polski film dokumentalny wraca na arenę międzynarodową w wielkim stylu! „Królik po berlińsku” (niem: Mauerhase; ang: Rabbit à la Berlin) Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego został nagrodzony na jednym z najważniejszych festiwali filmów dokumentalnych HOT DOCS w Toronto jako Najlepszy Dokument w kategorii średniego metrażu (The Best Mid-Length Documentary Award). Jury było jednomyślne. Podkreślało niezwykły koncept, świetny montaż i dźwięk oraz dobór archiwaliów. To jest nagroda za "poszerzanie granic dokumentu". W uzasadnieniu, stwierdzono m.in., że „dzięki świetnej konstrukcji i użyciu materiałów archiwalnych film jest znakomitą metaforą, która opowiada wielką historię o powstaniu i upadku Muru Berlińskiego z punktu widzenia królików i ludzi”.
więcej: www.hollywoodnorthreport.com/article.php?Article=7156
Źródło:http://wyborcza.pl/1,75475,6578509,Dokument_naprawia_swiat.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809254
fragmenty
Króliki i ludzie
Sprytnie pomyślana sekcja M(a)U(e)R, czyli "Mur" (zarazem po niemiecku i polsku), pogrupowana według kolejnych wersów "Murów" Jacka Kaczmarskiego ("łańcuch kołysał się u nóg", "zwalali pomniki i rwali bruk"), zawierająca polskie i niemieckie dokumenty dotyczące rewolucji '89 - niesie rewelację tego festiwalu, jaką jest film Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego "Królik po berlińsku" - przygotowywana latami, na naszym gruncie pierwsza tego rodzaju europejska koprodukcja. Powstał bogaty w znaczenia, konceptualny, kombinowany dokument o uniwersalnej wymowie, rodzaj swiftowskiej czy orwellowskiej bajki zwierzęcej. Bohaterem jest społeczność królików zamieszkująca przed 1989 r. przestrzeń niczyją między dwiema liniami muru berlińskiego. Obraz tych królików - wolnych, a zarazem zniewolonych, zamkniętych w sztucznej przestrzeni, dającej poczucie bezpieczeństwa - poruszał wyobraźnię symboliczną berlińczyków od dawna. Autorzy "Królika..." mieli szerokie pole odniesień. Jeszcze za czasów NRD Manfred Butzmann organizował królicze festyny, aluzyjne manifestacje wolnościowe pod szyldem imprez dla dzieci - później, po upadku muru, malował na nim hasła: "Niech królik zostanie królikiem", ostrzegając przed zbyt szybkim połączeniem Niemiec, które dla byłych NRD-owców przybrało kształt upokarzający. Była też poetycka bajka dla dorosłych Hansa Magnusa Enzensbergera z rysunkami Michaela Sowy o wiedeńskim króliku Esterhazym, który przyjechał do podzielonego Berlina, trafił za mur i znalazł tam żonę. W bajce dokumentalnej Konopki i Rosołowskiego dzieje króliczej kolonii, dla której upadek muru stał się końcem pewnego złudzenia, odnoszą się w sposób oczywisty do historii NRD i komunizmu. Zabawne jest odwrócenie perspektywy - z punktu widzenia królików mur zbudowano dla ich szczęścia, aby mogły mieć enklawę świeżej trawy. Nie było to tylko królicze złudzenie - tak myślała duża część Niemiec i świata.
W rozliczeniowych filmach o komunizmie brakuje często informacji najważniejszej: że działo się to w dużej mierze za przyzwoleniem ludzi wybierających raczej poczucie bezpieczeństwa niż wolność. Młodym reżyserom z Polski (Konopka - rocznik 1972) udało się uniknąć naiwnego poczucia wyższości, jakie przybieramy wobec czasów sprzed upadku muru” i ludzi, którzy tam żyli, przypisując im cechy Homo sovieticus. Rok 1989 przyniósł królikom wolność, której, owszem, pragnęły, robiąc podkopy pod murem. Jednak teraz, dla odmiany, poczucie bezpieczeństwa zostało im odebrane. Rozpierzchły się, żyją na podwórzach i skwerach, co jakiś czas odławiane i zabijane. Dawny system kontroli przeszedł do złej legendy - na jego miejsce pojawił się nowy, jeszcze nie nazwany.
Było wiele filmów o murze berlińskim, ale żaden z takiej perspektywy jak nasz. Na festiwalu w szwajcarskim Nyon mówiono: znać w tym polski styl. W dokumencie światowym jest kilka dominujących kierunków. Francuskie bywają psychologiczne, osobiste, autor sam wprowadza nas w temat. Skandynawowie używają wyrafinowanej formy, wprowadzają dziwne sytuacje. My mamy swój charakterystyczny stosunek do historii, język aluzji, metafory, pars pro toto. Zaskoczyliśmy też niemieckich producentów, którzy chcieli mieć sarkastyczny, humorystyczny film na 20-lecie upadku muru. Dostali film bardziej refleksyjny. Czy wszyscy nie jesteśmy królikami doświadczalnymi, wtłaczanymi w pewne sytuacje, role, manipulowanymi przez korporacje, polityków, media? Króliki berlińskie były dobrym materiałem, żeby to pokazać. Symbolizują ludzi, którzy w danym systemie próbowali znaleźć normalność. Czy nie jest to także opowieść o naszych rodzicach, którzy cenili sobie bezpieczeństwo, a nie umieli przystosować się do wolności, do transformacji? To nie ich wina, że chcieli spokoju. Upadł system, ale dalej mamy te same potrzeby, nie chcemy gwałtownych zmian, potrzebujemy swojego skrawka bezpieczeństwa, swojej nory, swego kawałka trawnika. Pragniemy - mówiąc za Baumanem - zarówno bezpieczeństwa, jak i wolności. W pewnych okresach wahadło wychyla się w stronę bezpieczeństwa i zaczyna brakować wolności. A potem, kiedy jest wolność, brakuje nam bezpieczeństwa. Zastanawiam się, w jakiej fazie jesteśmy dziś.
Królik po berlińsku zostanie po raz pierwszy pokazany amerykańskiej publiczności podczas największego w Ameryce Północnej oraz jednego z największych na świecie festiwalu filmów dokumentalnych Hot Docs w Toronto w Kanadzie w sekcji International spectrum.
Każdego roku, festiwal prezentuje ponad 150 najciekawszych tytułów z całego świata. Towarzyszą mu targi i spotkania dystrybutorów. Udział w konkursie otwiera możliwości sprzedaży filmu do kin i telewizji na kontynencie amerykańskim.
Pokazy:
Data: 5 i 7 Maj
Czas: 21:45
Miesce: INNIS
Data: 5 i 9 Maj
Czas: 13:45
Miejsce: CUMB 2
więcej: www.hotdocs.ca
Miejce: Kinoteka, PKiN,Warszawa
Tuż przed polską premierą na festiwalu filmów dokumentalnych Planete Doc Review Królik po berlińsku zostanie pierwszy raz zaprezentowany warszawskiej publiczności podczas specjalnego pokazu prasowego w Kinotece w Pałacu Kultury i Nauki. Pokaz jest organizowany przez Against Gravity, jednego z wiodących dystrybutorów filmów dokumentalnych w Polsce.
Królik po berlińsku będzie miał swoją międzynarodowa premierę na jednym z najważniejszych festiwali filmów dokumentalnych w Europie – Visions du Reel w Nyon w Szwajcarii, gdzie zostanie pokazany w konkursowej sekcji Regards Neufs, przeznaczonej dla młodych reżyserów.
W tym roku festiwal świetuje 40 rocznicę istnienia, najpierw jako Nyon
Pokazy:
Data : 24 Kwiecień 2009
Czas : 17:00
Miejsce : World Dreams Capitol 1/Leone
Data :26 Kwiecień 2009
Czas : 9:00
Miejsce : World Dreams Capitol 2/ Fellini
Zobacz wywiad z Bartkiem Konopką podczas festiwalu: www.art-tv.ch/3823-0-visions-du-rel--rabbit--la-berlin.html
Nasz króliczek spod muru
Autor: Jolanta Gajda-Zadworna
Świąteczną niespodziankę zgotowali nam młodzi warszawscy filmowcy
Wielkanoc kojarzy się z kurczaczkami, barankami czy zajączkami (lub króliczkami). Jednak dokument Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego, choć nosi tytuł “Królik po berlińsku” (w niemieckiej wersji “Mauerhase”, a w angielskiej – “Rabbit a la Berlin”) z tradycją Wielkiej Nocy związany jest jedynie za sprawą dobrej nowiny. Jak donosi nam bowiem producentka
Wiadomo już także, że polska premiera tego filmu odbędzie się w maju na festiwalu Planete Doc Review. Będzie jej towarzyszyć panel dyskusyjny związany z przypadającą na ten rok 20. rocznicą obalenia muru berlińskiego.
Co z wspólnego z tym politycznym wydarzeniem mają króliki? I dlaczego polscy filmowcy się nimi zajęli?
Tysiące swobodnych, dzikich królików, nieprzynależących do żadnej ze stron – ani wschodniej, ani zachodniej – zamieszkiwało tzw. strefę śmierci ciągnącą się wzdłuż muru berlińskiego. Pas ziemi między dwoma wrogimi politycznie obszarami, na którym ginęli uciekinierzy z Berlina Wschodniego, okazał się rajem dla długouchych zwierząt. Zielona trawa, brak drapieżników... Przez 28 lat żyły tam zamknięte, ale i bezpieczne. Kiedy mur runął, musiały poszukać dla siebie nowego miejsca.
Na pomysł, by z “króliczej” perspektywy opowiedzieć o przełomowym dla współczesnej Europy wydarzeniu, zwrócili uwagę Niemcy. Scenariusz Polaków wybrali spośród wielu propozycji przedstawionych na międzynarodowych targach. Także kolejnym koproducentom (m.in. z Wlk. Brytanii, Belgii i Finlandii) przypadła do gustu alegoryczna opowieść o potomkach zwierzaków, które dwie dekady temu rozbiegły się po Berlinie. I – jak dowiedzieli się twórcy 50-minutowego dokumentu, w berlińskim Departamencie Dzikich Zwierząt – w zachodniej części miasta żyje aż dziesięć dużych kolonii szaraków.
Zrealizowany w konwencji filmu przyrodniczego “Królik...” to dla Konopki i Rosołowskiego już druga próba opowiedzenia o ludziach przez pryzmat zwierząt. Pierwszy był dokument “Ballada o kozie” (Nagroda Planete na Berlinale 2004).
Rosołowskiemu (współscenarzyście i autorowi zdjęć) “Królik...” otworzył szansę na dalszą pracę w Berlinie. Konopka (reżyser obrazu) wrócił do Polski. 31 marca odebrał wraz z Piotrem Borkowskim nagrodę w polskiej edycji konkursu Hartley-Merrill za scenariusz “Lęk wysokości”. Jesienią w warszawskim Studiu Munka rozpocznie zdjęcia do realizowanego na jego podstawie pełnometrażowego fabularnego debiutu.
Polski Królik w konkursie prestiżowych festiwali Visions du Reel w Szwajcarii i Hot Docs Toronto w Kanadzie!
Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów dokumentalnych sezonu, Królik po berlińsku Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego, zakwalifikował się do konkursów prestiżowych festiwali: 15.Visions du Reel w Nyon w Szwajcarii, gdzie będzie miał swoją międzynarodową premierę oraz na 16.Hot Docs w Toronto w Kanadzie. Polska premiera filmu odbędzie sie w maju na festiwalu Planete Doc Review.
W związku z przypadającą na ten rok 20 rocznicą obalenia muru berlińskiego, film ma szansę stać się głośnym wydarzeniem w Niemczech i całej Europie.
Królik po berlińsku (51 minut) opowiada historię dzikich królików zamieszkujących kiedyś strefę śmierci w Murze Berlińskim. Pas ziemii między dwoma murami był jakby “stworzony” dla królików – pełno nietkniętej trawy, drapieżniki zostały za murem, strażnicy pilnowali żeby żaden człowiek nie “zakłócał” spokoju tych zwierzat. Kiedy populacja królików osiągnęła dziesiątki tysięcy strażnicy zaczęli je tępić. Zatruwali trawę, jedyne żródło ich pożywienia. Króliki były zmuszone podkopywac się pod murem i szukać pożywienia poza murem, “na zachodzie”. Mimo tego mieszkały dalej w murze, nie wyniosły się ze swojej bezpiecznej enklawy. Niestety pewnego dnia runął mur. Ludzie wkroczyli do strefy śmierci i tym razem króliki musiały wyemigrować. Dzisiaj żyją na wolnosci, na berlińskich podwórkach, tyle że wśród ludzi i w konkurencji z innymi gatunkami. Codziennie muszą stawiać czoła nowym zagrożeniom.
Jest to pierwszy film przedstawiający historię muru i zjednoczenia Niemiec z tak nietypowej pesrpektywy - z punktu widzenia królików. Odwołuje sie do konwencji dokumentu przyrodniczego, w polskiej wersji prowadzonego narracją Krystyny Czubównej. Co ciekawe – niemieccy redaktorzy zamawiający film bardzo entuzjastycznie zareagowali na pomysł zrobienia filmu o trudnym etapie niemieckiej historii przez dwóch Polaków, z zupełnie zaskakującej i ryzykownej perspektywy.
Film powstaje od czterech lat. Dla Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego był lekcją pokory w poszukiwaniu dla niego odpowiedniej formy. Najpierw miał być klasycznym filmem z bohaterami wspominającymi króliki, potem bajką dokumentalną opowiadaną przez jednego z królików, aby na końcu stać się probą archiwalnego odtworzenia historii mieszkańców strefy śmierci. Dwa lata zajęła dokumentacja, rok zdjęcia i ponad rok montaż.
Dla Konopki i Rosołowskiego jest to druga próba opowiedzenia o ludziach poprzez zwierzęta. W dokumencie Ballada o kozie (nagrodzonym m.in. Nagrodą Planete na Berlinale 2004) przyjrzeli się życiu kilku rodzin w zielonogórskim z punktu widzenia kóz, darowanych im w ramach akcji społecznej.
Królik po berlińsku jest dziełem czwórki przyjaciół-zapaleńców, których determinacja pozwoliła wytrwać razem 4 lata i doprowdzić film do końca. Należą do nich reżyser
Film jest przykładem udanej koprodukcji kilku krajów. Był rozwijany dzięki stypendium Nipkowa w Berlinie, oraz na warsztatach Ex Oriente w Pradze i Discovery Campus Masterschool w Monachium. Został sfinansowany przez niemieckie telewizje MDR, RBB i ARTE, europejski program MEDIA, a ze strony polskiej przez TVP1 i PISF. Do budżetu dołączyły również: fińska telewizja YLE, belgijski Lichtpunt i holenderska VPRO.
Za produkcję filmu odpowada MS Films (Polska) i Majade Filmproduktion (Niemcy).
Królik po berlińsku będzie prezentowany podczas panelu DOCU TALENTS FROM THE EAST na MFF w Karlowych Varach w Czechach
DOCU TALENTS FROM THE EAST DOWNLOAD BROCHURE (PDF) to panel mający na celu wypromowanie najciekawszych projektów filmów dokumentalnych ze Środkowej i Wschodniej Europy w danym roku. Jest on cześcią spotkań dla profesjonalistów z branży filmowej, organizowanych przy Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Karlowych Varach. Reżyserzy i producenci dziewięciu wyselekcjonowanych projektów prezentują swoje filmy przed zaproszonymi dystrybutorami, dyrektorami festiwali i sales agentami.
więcej:
http://www.docuinter.net/en/net_archive.php?id=410
Stolica Niemiec huczy w ostatnich dniach na temat dzikich królików, które żyły w Strefie Śmierci muru berlińskiego. Wszystko za sprawą polskich filmowców, którzy właśnie zaczęli zdjęcia do pełnometrażowego dokumentu „KRÓLIK PO BERLIŃSKU”. Łowcami króliczych opowieści są
Film opowiada historię dzikich królików, które tuż po zbudowaniu muru berlińskiego w 1961 roku, sobie tylko wiadomymi sposobami, przedostały się do Strefy Śmierci między murem wschodnim i zachodnim. Tam odnalazły swój raj na ziemi. Okazało się że Todesstreife jest porośnięte zieloną trawą – ulubionym pożywieniem królików, że drapieżniki i ludzie zostali poza murem i nie potrafią się pod nim podkopać. Tak oto króliki znalazły oazę spokoju i bezpieczeństwa, idealny ekosystem. Nic dziwnego że w ciągu niecałego roku skolonizowały 150 kilometrowy pas muru wewnątrz Berlina, a ich populacja wzrosła do kilku tysięcy. Tak wynika z obliczeń profesora Dietricha von Holsta z Uniwersytetu Bayreuth, który od 20 lat bada zachowania dzikich królików na swojej farmie obserwacyjnej w Bawarii.
Z każdym rokiem Strefa Śmierci zmieniała się z zielonej łąki w coraz bardziej umocnioną granicę, pełną zapór, drutów i fos. Mimo tego króliki pozostały. W latach 70. stały sie natchnieniem dla wschodnio-berlińskich artystów, którzy używali ich w swoich pracach jako symbol wolności. W końcu tylko króliki mogły przechodzić na Zachód kiedy chciały.
W latach 80. króliki przetrwały groźną epidemię mysksomatozy. Niestety, pewnego listopadowego dnia 1989 roku mur padł. Początek wolności dla ludzi stał się końcem króliczego raju. Zwierzęta wyprowadziły się z muru i przeniosły do Berlina Zachodniego. Media odnotowały to jako Kanninchenplage, czyli plagę dzikich królików, które zaczęły się zagnieżdżać w prywatnych ogrodach i miejskich parkach. Do dziś znanych jest kilkanaście kolonii, większość w Berlinie Zachodnim. Potomkowie wielkiej cywilizacji dzikich królików z muru żyją wśród bloków, na zwykłych podwórkach. Ludzie próbują je tępić jako szkodniki podkopujące domy, samochody, roznoszące zarazki. Berlińskie Nadleśnictwo rokrocznie organizuje polowania na dzikie króliki żeby “uregulować ich populację”.
Berlińskie króliki są dzisiaj wolne, ale płacą za to wysoką cenę. Podobnie jak część bohaterów filmu, mieszkańców dawnego NRD, którzy nie mogą znaleźć dla siebie miejsca w dzisiejszym świecie. Mówią że byli królikami doświadczalnymi reżimu, a teraz zostali pozostawieni sami sobie, bez pomocy państwa. Ich los jest podobny do losu wielu Polaków, Czechów, Węgrów i innych ofiar realnego socjalizmu.
Film ma być filozoficznym esejem przybliżającym dzieje Europy Wschodniej z “króliczej” perspektywy.
Do tej pory projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem w Niemczech. Otrzymał stypendium Fundacji Nipkowa, uczestniczył w warsztatach Ex Oriente i Discovery Campus Masterschool. Współproducenci filmu - telewizje MDR, RBB i ARTE promują go jako próbę opowiedzenia przez dwóch Polaków trudnej historii podziału Niemiec z zupełnie nowej, humorystycznej perspektywy - z punktu widzenia dzikich królików. Losy tego gatunku będą bowiem opowiadane przez królika Esterhazego, bohatera bajki Irene Dische I Hansa M. Enzensbergera pt. „Esterhazy, eine Hasengeschichte”. Sam film stanowi wielkie wyzwanie jako próba połaczenia animacji, archiwaliów, klasycznej obserwacji oraz zdjęć inscenizowanych, realizowanych na taśmie filmowej.
Projekt produkuje MS Films wraz z telewizją TVN, telewizją MDR i znaną niemiecką firmą produkcyjną ma.ja.de Filmproduktion (
W ciągu pierwszych dni zdjęciowych filmowcy przygladali sie z kamerą króliczym eksperymentom na farmie profesora von Holsta, wnieśli króliczą flagę Manfreda Butzmanna na demonstarcję przeciwko polowaniom, byli świadkami kłótni mieszkańców podwórka przy Siemensdamm o to, czy powinno się polowac na króliczych współlokatorów, zbudowali mur z tektury; rozmawiali ze znanym piosenkarzem Billym Braggiem, który zobaczył króliki przy Bramie Barndenburskiej w 1989 roku i poświęcił im swój berliński koncert, przyglądali się Peterowi Unsickerowi, który wielką marchewką demonstrował solidarność z “mniejszymi braćmi” oraz Karli Sachse, która co roku liczy ile zniknęło miedzianych królików, wtopionych przez nią w dawne przejście graniczne na Chausseestrasse.
Od czasu tej produkcji o dyscyplinę i wszelkie cnoty w teamie dba producentka Anna Wydra.
W dusze berlińskich królików twórcy wczuwają się od 2 lat.
Jak dotąd, oprócz wkładu koproducentów – telewizji RBB/ARTE i MDR (Niemcy), YLE (Finlandia), Lichtpunt (Belgia) i TVP 1 oraz wsparcia z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Królik po berlińsku – jako jedyny projekt z Polski w tym półroczu- dostał również dofinansowanie z unijnego programu Media TV Broadcasting.
Po pitchingu kończącym szkolenie Discovery Campus Masterschool, zyskaliśmy kolejnego koproducenta w postaci telewizji RBB/ARTE z Niemiec. Z kolei telewizje YLE i Lichtpunt potwierdziły ostatecznie swój udział w projekcie.
Twórcy filmu,
Królik po berlińsku dostał się na prestiżowy warsztat szkoleniowy Discovery Campus Masterschool!
Discovery Campus Masterschool to projekt szkoleniowy, w którym uczestniczą twórcy filmów dokumentalnych, producenci i eksperci. Autorzy wybranych spośród nadesłanych projektów (do 15) mogą pracować nad nimi pod okiem specjalistów międzynarodowej klasy. Cztery tygodniowe szkolenia odbywają się w ciągu dziesięciu miesięcy.
Kandydaci musza mieć doświadczenie w dziedzinie dokumentu zdobyte na lokalnym rynku i przesłać jeden lub dwa poważne projekty dokumentalne przeznaczone dla międzynarodowej publiczności.
więcej:
http://www.discovery-campus.de/v2/page/masterschool/masterschool_participants_projects/6/
Mamy telewizję MDR - Mittleldeutscher Rundfunk (Niemcy) na pokładzie!
Projekt Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego o roboczym tytule „Rabbit a la Berlin” wzbudził duże zainteresowanie wśród commissioning editors podczas East European Forum – pitchingu, wieńczącego ostatnią sesję Ex Oriente, warsztatów scenariuszowych dla filmów dokumentalnych. Claudia Schreiner z niemieckiej telewizji MDR zadeklarowała swój wkład. Redaktorzy Jenny Westergard (YLE, Finlandia) oraz Wim Van Rompaey (Lichtpunt, Belgia) wyrazili wstępne zainteresowanie
Projekt Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego pod roboczym tytułem „Rabbit Jungle” został wybrany do udziału w warsztatach rozwoju scenariusza dokumentalnego Ex Oriente.
Ex Oriente to organizowane przez czeski
Uczestnicy formułują i rozwijają projekty, przygotowują ich budżet i strategię finansowania oraz uczą się, jak pozyskiwać międzynarodowych partnerów dla produkcji i dystrybucji. Warsztaty kończą się pitchingiem East European Forum, na którym prezentowane są wszystkie projekty.
więcej:
http://www.docuinter.net/en/activities.php?kategorie=2&id=55&sid=70&rok=2005