Źródło: http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=39266&sekcja=recenzja&ri=6133
Sprawa wydaje się prozaiczna. Pomiędzy dwoma murami dzielącymi wschodni i zachodni Berlin po II wojnie światowej żyła ogromna populacja królików, żyła przez większą część czasu w spokoju, a to oznacza, że miała idealne warunki do egzystencji. Bezgłośni świadkowie trudnych czasów.
Historia berlińskich królików to oczywiście tylko przyczynek by raz jeszcze spojrzeć na tamte ponure czasy. Opowiadając w dość lekkim tonie o losie zwierząt, tak naprawdę oglądamy ponurą historię muru berlińskiego. Berlin przez wiele lat był, bowiem największym świadectwem istnienia żelaznej kurtyny i jej wpływu na całą Europę. A króliki?
Były one w tamtych czasach czymś bardzo oczywistym i nawet niespecjalnie ważnym. W filmie Konopki o królikach opowiadają m.in. strażnicy berlińskiego muru oraz ludzie, którzy zauważyli i dla których króliki były w tamtych czasach ważne. Stały się te zwierzęta w pewnym momencie także symbolem podziału Niemców w Berlinie. Najsmutniejszy to element historii. Zachodni Niemcy zaczęli dostrzegać los królików. Pojawiły się specjalne imprezy poświęcone królikom, zwierzęta te uwieczniano w różnego rodzaju przedsięwzięciach artystycznych. Niedługo czekać trzeba było na konsekwencje takiego postępowania. Przywódca niemieckich komunistów postanowił pozbyć się zwierząt, tak niebezpiecznych dla socjalistycznego ustroju.
Króliki przetrwały, stając się także świadkiem zburzenia muru, ale ich historia w Berlinie toczyła się dalej, a zwierzęta zyskały innego wroga. Kilka milionów zwierząt uznano za plagę dla miasta, co niestety miało znaczenie dla przyszłości zwierząt. Symbol berlińskiego podziału wyszedł ze swojej bezpiecznej enklawy i ruszył w miasto…
"Królik po berlińsku" podąża śladem "Ballady o kozie". Oba filmy opowiadają historię z perspektywy zwierząt i to one tutaj mają najwięcej do powiedzenia. Konopka konstruuje swoje filmy w sposób podobny. Mamy bowiem do czynienia z tematem bardzo trudnym, ale opowiedzianym w sposób bardzo ciepły, bo z punktu widzenia zwierząt. Taki przekaz powinien trafić do widzów znacznie łatwiej niż tradycyjne dokumenty pełne gadających głów.
Autor: Krzysztof Spór