PL | EN
© by MS Films | CMS by JAAZ


2009.05.06 ORWELLOWSKA BAJKA ZWIERZĘCA. SOBOLEWSKI O KRÓLIKACH

Źródło:http://wyborcza.pl/1,75475,6578509,Dokument_naprawia_swiat.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809254

 

fragmenty

Króliki i ludzie


Sprytnie pomyślana sekcja M(a)U(e)R, czyli "Mur" (zarazem po niemiecku i polsku), pogrupowana według kolejnych wersów "Murów" Jacka Kaczmarskiego ("łańcuch kołysał się u nóg", "zwalali pomniki i rwali bruk"), zawierająca polskie i niemieckie dokumenty dotyczące rewolucji '89 - niesie rewelację tego festiwalu, jaką jest film Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego "Królik po berlińsku" - przygotowywana latami, na naszym gruncie pierwsza tego rodzaju europejska koprodukcja. Powstał bogaty w znaczenia, konceptualny, kombinowany dokument o uniwersalnej wymowie, rodzaj swiftowskiej czy orwellowskiej bajki zwierzęcej. Bohaterem jest społeczność królików zamieszkująca przed 1989 r. przestrzeń niczyją między dwiema liniami muru berlińskiego. Obraz tych królików - wolnych, a zarazem zniewolonych, zamkniętych w sztucznej przestrzeni, dającej poczucie bezpieczeństwa - poruszał wyobraźnię symboliczną berlińczyków od dawna. Autorzy "Królika..." mieli szerokie pole odniesień. Jeszcze za czasów NRD Manfred Butzmann organizował królicze festyny, aluzyjne manifestacje wolnościowe pod szyldem imprez dla dzieci - później, po upadku muru, malował na nim hasła: "Niech królik zostanie królikiem", ostrzegając przed zbyt szybkim połączeniem Niemiec, które dla byłych NRD-owców przybrało kształt upokarzający. Była też poetycka bajka dla dorosłych Hansa Magnusa Enzensbergera z rysunkami Michaela Sowy o wiedeńskim króliku Esterhazym, który przyjechał do podzielonego Berlina, trafił za mur i znalazł tam żonę. W bajce dokumentalnej Konopki i Rosołowskiego dzieje króliczej kolonii, dla której upadek muru stał się końcem pewnego złudzenia, odnoszą się w sposób oczywisty do historii NRD i komunizmu. Zabawne jest odwrócenie perspektywy - z punktu widzenia królików mur zbudowano dla ich szczęścia, aby mogły mieć enklawę świeżej trawy. Nie było to tylko królicze złudzenie - tak myślała duża część Niemiec i świata.


W rozliczeniowych filmach o komunizmie brakuje często informacji najważniejszej: że działo się to w dużej mierze za przyzwoleniem ludzi wybierających raczej poczucie bezpieczeństwa niż wolność. Młodym reżyserom z Polski (Konopka - rocznik 1972) udało się uniknąć naiwnego poczucia wyższości, jakie przybieramy wobec czasów sprzed upadku muru” i ludzi, którzy tam żyli, przypisując im cechy Homo sovieticus. Rok 1989 przyniósł królikom wolność, której, owszem, pragnęły, robiąc podkopy pod murem. Jednak teraz, dla odmiany, poczucie bezpieczeństwa zostało im odebrane. Rozpierzchły się, żyją na podwórzach i skwerach, co jakiś czas odławiane i zabijane. Dawny system kontroli przeszedł do złej legendy - na jego miejsce pojawił się nowy, jeszcze nie nazwany.


Bartek Konopka, autor "Królika po berlińsku"


Było wiele filmów o murze berlińskim, ale żaden z takiej perspektywy jak nasz. Na festiwalu w szwajcarskim Nyon mówiono: znać w tym polski styl. W dokumencie światowym jest kilka dominujących kierunków. Francuskie bywają psychologiczne, osobiste, autor sam wprowadza nas w temat. Skandynawowie używają wyrafinowanej formy, wprowadzają dziwne sytuacje. My mamy swój charakterystyczny stosunek do historii, język aluzji, metafory, pars pro toto. Zaskoczyliśmy też niemieckich producentów, którzy chcieli mieć sarkastyczny, humorystyczny film na 20-lecie upadku muru. Dostali film bardziej refleksyjny. Czy wszyscy nie jesteśmy królikami doświadczalnymi, wtłaczanymi w pewne sytuacje, role, manipulowanymi przez korporacje, polityków, media? Króliki berlińskie były dobrym materiałem, żeby to pokazać. Symbolizują ludzi, którzy w danym systemie próbowali znaleźć normalność. Czy nie jest to także opowieść o naszych rodzicach, którzy cenili sobie bezpieczeństwo, a nie umieli przystosować się do wolności, do transformacji? To nie ich wina, że chcieli spokoju. Upadł system, ale dalej mamy te same potrzeby, nie chcemy gwałtownych zmian, potrzebujemy swojego skrawka bezpieczeństwa, swojej nory, swego kawałka trawnika. Pragniemy - mówiąc za Baumanem - zarówno bezpieczeństwa, jak i wolności. W pewnych okresach wahadło wychyla się w stronę bezpieczeństwa i zaczyna brakować wolności. A potem, kiedy jest wolność, brakuje nam bezpieczeństwa. Zastanawiam się, w jakiej fazie jesteśmy dziś.

Tadeusz Sobolewski